I po co było jechać do Quito…

Quito jest takim miastem, odnośnie którego mam mieszane uczucia. To tam miałam pierwsze od przekroczenia granicy z Ekwadorem niemiłe przygody. Od razu po przybyciu do stolicy (po wcześniejszej wizycie na Galapagos i na ekwadorskim wybrzeżu) ze smutkiem stwierdziłam, że ludzie nie są tu nawet w połowie tak mili jak w cieplejszych regionach kraju. Zero serdecznej życzliwości, do której przyzwyczaiłam się wcześniej. A na dodatek, co i rusz zmierzanie się z nieco problematycznym i niezwykle długotrwałym przemieszczaniem się przez wybitnie długą metropolię.

Zobacz post I po co było jechać do Quito… na blogu autora
Udostępnij

O autorze