Z alkoholem w baku

Białe złoto

Trzcina cukrowa przez wiele lat rządziła ekonomią światowych rynków. I choć nie pochodzi ona z Ameryki Łacińskiej, to właśnie tamtejsze kolonie przez setki lat odpowiadały za produkcję cukru. Cukier, nazywany też białym złotem, był  w czasach kolonialnych produktem tak bardzo pożądanym, że przychody z jego produkcji i sprzedaży przerastały te z wydobycia złota. Każdy szukał więc sposobu na uniezależnienie się od zewnętrznych dostawców i wycięcie własnego kawałka z tego lukratywnego tortu. Ten tok myślenia ukształtował historię kolonialnych krajów Ameryki Południowej, podzielonych traktatem w Tordesillas pomiędzy dwóch morskich hegemonów – Hiszpanię i Portugalię. Z typową dla Europejczyków swadą został on zawarty w  1494 roku, kiedy nikt nie był w stanie nawet przypuszczać rozmiarów i zawartości Nowego Świata i przyznawał prawa do Brazylii Portugalczykom. Zadowoleni z udanych negocjacji niezbyt spieszyli się do odwiedzenia swoich nowych ziem. Zresztą, jak twierdzi John Gimllette w książce „Dzikie wybrzeże”, pierwszy hiszpański statek wyruszył do Ameryki Południowej dopiero 5 lat później i nie dobił nawet do jej brzegów.

Trzcina cukrowa została odnaleziona w Azji Południowo-Wschodniej. Szybko zorientowano się, że można z niej wytwarzać cukier – produkt pozornie nikomu nie potrzebny, ale przez każdego pożądany. Od tej pory każda wyprawa zamorska zabierała ze sobą na statek sadzonki trzciny w nadziei, że w kolejno zajmowanych ziemiach odnajdą warunki dogodne do jej uprawy. Trzcina miała znajdować się również na statkach, które przywiodły Kolumba do Ameryki. Portugalia obsadziła trzciną wszystkie swoje wyspy na Atlantyku. Brazylia miała jednak okazać się perłą w koronie cukrowego biznesu.

Brakuje rąk do pracy

Na lekcjach historii uczy nas się o tym, że Europejczycy przywieźli Indianom szereg chorób zakaźnych, podczas gdy kraje kolonialne miały odziedziczyć w spadku jedynie choroby weneryczne. Stwierdzenie takie jest odrobinę mylące i powinno raczej ograniczać się do tego, że choroby weneryczne były jedynymi chorobami zakaźnymi, które oddziały kolonizatorów powracające do Europy były w stanie dowieźć na Stary Kontynent. Inne tropikalne choroby zabijały ich na miejscu.

Tropiki musiały być dla kolonialistów zabójcze. Ciężkie warunki klimatyczne, bogata i nieznana Europejczykom fauna i flora, która tylko czekała by zadać zdradziecki cios. Do uprawy trzciny cukrowej niezbędnych było tysiące rąk do pracy i to najlepiej takich, które są nie tylko nawykłe do pogody, ale również tanie. Ludność tubylcza często nie była zbyt chętna do pomocy. Ponoć w Gujanie Indianie Warao woleli umrzeć niż wykonywać rozkazy białej twarzy i o dziwo nawet obietnica wręczenia prezentów w postaci świecidełek i rokokowych peruk nic tu nie zmieniła. Robotników trzeba było więc importować z Afryki. Tak wyglądały początki niewolnictwa w Ameryce.

Do dziś trwają spory czy niewolnictwo było przeżytkiem myśli średniowiecznej, czy wręcz przeciwnie, zapowiedzią nadchodzącej myśli kapitalistycznej, w której wszystko jest na sprzedaż. Biznes handlu niewolnikami być może nie dorastał cukrowemu do pięt, ale z pewnością był bardzo opłacalny, jako że kolonie wciąż wymagały świeżych dostaw robotników. W najgorszym, początkowych okresie zakładania plantacji,  nawet do 90% niewolników umierało w ciągu pierwszych 6 lat pracy w Brazylii, a co czwarty ginął w czasie transportu do Ameryki. A w portugalskiej kolonii zaczęto uprawiać nie tylko trzcinę, ale również kawę czy tytoń. Stworzenie optymalnych warunków plantacyjnych pod uprawę trzciny wymaga pracy w trudnych warunkach, wykopania kilometrów rowów irygacyjnych i przerzucenia tysięcy ton ziemi. W Gujanie Brytyjskiej do dnia dzisiejszego uprawa trzciny odbywa się bez udziału maszyn – żaden traktor czy kombajn nie dał by rady w grząskim gruncie.

And a bottle of rum!

Brazylia, a tym samym Portugalia, stała się od XVII wieku największym na świecie potentatem cukrowym. Zapotrzebowanie na cukier rosło jak szalone. Europejczycy zaczęli wykorzystywać go do wytwarzania dżemów i słodzenia herbaty. Wkrótce ogromną popularność zyskały cukiernie sprzedające czekoladę. W 1700 roku w Wielkiej Brytanii wykorzystywano 4 funty cukru na głowę, a w 1850 – 36 funtów. Potem odkryto też inne zastosowania trzciny. Zaczęto wytwarzać z niej alkohol tj. cachacę, a z produktów ubocznych wyrobu cukru zaczęto destylować rum, który również zyskał ogromną popularność w Europie. Jeśli więc obecnie jesteś amatorem mojito lub caipirinhi to wiedz, że zawdzięczasz to w pewnej mierze niewolnikom pracującym na plantacjach trzciny. To głównie oni byli pierwszymi wytwórcami i amatorami trzcinowego alkoholu.

Zobacz post Z alkoholem w baku na blogu autora
Udostępnij

O autorze

Prawnik bez togi. W wolnych chwilach wlepiam wzrok w mapę i planuje nasze weekendowe wyjazdy. Poza tym tańczę salsę, jeżdżę na rowerze, tworzę quizy. Nie odmówię również wina. Nie nadaje się na ornitologa, bo łatwo wybucham głośnym śmiechem. Autor www.zdalaodbiura.pl