Wyspa Wielkanocna cz.2: kamienne twarze

Drugi dzień na Rapa Nui, podobnie jak pierwszy, zaczynamy od szybkiego śniadania i krótkiej pogawędki słowacko-polskiej. Pakujemy jedzenie, wodę, sprzęty i ruszamy do wypożyczalni samochodów, którą upatrzyliśmy sobie wczoraj. Skuter odpadł ze względu na brak właściwego prawa jazdy, a z roweru ostatecznie zrezygnowaliśmy. Całe szczęście, bo 60 km w ciągu jednego dnia to nie na moje nerwy, ani kondycję (akceptuję max.30), a poza tym wiatr pourywałby nam głowy. Samochód, choć nie taki tani, okazał się idealnym rozwiązaniem. Nigdzie nie musieliśmy się spieszyć i mogliśmy zatrzymać się wszędzie gdzie chcieliśmy na dłużej.

Ogromnie podekscytowani z mapką w jednej ręce i aparatem w drugiej ruszamy na południe wyspy w kierunku jednego z trzech wulkanów, Rano Kau. Po drodze zatrzymujemy się przy jaskini Ana Kai Tangata pooglądać słynne petroglify. Schodzimy w dół po stromych skałach, duże fale głośno uderzają o brzeg. Stojąc w grocie ma się wrażenie, że szalejący ocean zaraz nas wchłonie. Drugim przystankiem jest punkt widokowy, z którego obserwujemy miasto z góry. Tutaj widać jeden brzeg gdzie zaczyna się pas startowy i drugi gdzie się kończy. Zapomnieliśmy sprawdzić o której ląduje jedyny w tym dniu samolot, wypatrujemy w niebo, ale jednak nie tym razem.

Zobacz post Wyspa Wielkanocna cz.2: kamienne twarze na blogu autora
Udostępnij

O autorze

Piszę o podróżach i życiu w różnych miejscach na świecie, do tej pory przede wszystkim w Chile i USA. Na moim blogu znajdziecie relacje z podróży, subiektywne przewodniki, a także trochę wpisów o sztuce ulicznej, której jestem fanką.