Wolontariat to nie pluszowy miś

Chciałam pojechać na wolontariat. Chciałam mieć poczucie, że robię coś dobrego. Chciałam pomagać. A przy okazji chciałam też wrócić do Ameryki Południowej i znów tam trochę pomieszkać. Stwierdziłam zatem: jadę na wolontariat do jakiegoś latynoskiego kraju.

Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać… Ja bowiem nie zamierzałam za swoje „pomaganie” płacić. A szukając w Internecie wolontariatu, znajdziemy mnóstwo stron, gdzie za naszą chęć zrobienia czegoś dobrego musimy słono zapłacić. Nawet ok. 2000 dolarów miesięcznie! Tak, to nie żart… I wcale nie jest to opcja All Inclusive.

Wśród programów, które nie wiążą się z tak ogromnymi wydatkami ze strony wolontariusza wyróżnia się Wolontariat Europejski (European Voluntary Service, w skrócie EVS) – program współfinansowany przez Unię Europejską, gdzie mamy zapewnione przeloty, ubezpieczenie, zakwaterowanie i gotówkę na podstawowe wydatki na miejscu. Projektów poza Europą jest jednak zwykle jak na lekarstwo. Przypadkiem trafiłam jednak na ofertę wolontariatu w Peru. Spontanicznie zgłosiłam się. I… się dostałam.

Nie wszystko jednak wyglądało tak, jak wyglądać powinno… A o co konkretnie chodzi? Zapraszam do lektury.

Zobacz post Wolontariat to nie pluszowy miś na blogu autora
Udostępnij

O autorze