Więcej szczęścia niż rozumu – Gruzja i Armenia – cz 3.

Dzień 11 (19.07.14)

Przy śniadaniu wszyscy wydali się jak by walczyli o przetrwanie. Też trochę mi się kręciło w głowie, ale najgorzej wyglądał Węgier, który to był tylko cieniem z dnia poprzedniego.

W Górnym Karabachu spędziliśmy tylko jedną noc co było stanowczo za mało, ale jednak to tutaj było najweselej i poznaliśmy trochę historii oraz zwyczajów. Pozostał żal, tak szybko minionego czasu.

Do Armenii wracaliśmy tą samą drogą co przyjechaliśmy. Na granicy wysiedliśmy tylko na chwilę by uregulować sprawy wizowe, a następnie wszyscy pojechaliśmy do Goris.

Z Goris Karolina z Kasią postanowiły dojechać autostopem do Erywania, ja z Maciejem natomiast w chcieliśmy zobaczyć monastyr Tatev. Podzieleni na grupy polowaliśmy na stopa. Dziewczyny jako pierwsze szybko złapały okazję. Mi z Maciejem zajęło to trochę dłużej czasu ale nie było z tym tak tragicznie.

Do Wings of Tatev podwozi nas Ormianin. Maciej jednak uparł się by w podzięce mu zapłacić, na co Ormian przystał. Nie było to w żadnym wypadku wymuszane jedynie zwyczajna uprzejmość ze strony Maćka.

Wings of Tatev jest to najdłuższa na świecie kolejka linowa. Sprowadza tutaj rzesze turystów zapewniając od razu transport do monastyru.

Z samochodu ruszyliśmy ku kasom, gdzie zapisaliśmy się na kolejkę. Okazało się, że musieliśmy poczekać z 2-3 godziny by przejechać się podniebnym tramwajem. Zainteresowanie było bardzo duże, ale czas można było spędzić w restauracji. Sam czas transportu zajmował może z 20 min. po czym wysiada się pod bramą monastyru.

Zobacz cały wpis ze zdjęciami na moim blogu Poznaj Moją Przygodę.

Zobacz post Więcej szczęścia niż rozumu – Gruzja i Armenia – cz 3. na blogu autora
Udostępnij

O autorze

Cześć jestem Daniel! Z wykształcenia inżynier zarządzania i produkcji. Z wyboru grafik komputerowy. Z pasji podróżnik i fotograf.