Warszawskie plaże. Improwizacja na weekend.

Wały. Zawady. Kiedyś były tam ogródki działkowe jak na Siekierkach. Rosły czereśnie, pomidory i truskawki. A nawet kukurydza. Choć ta wyjaławia glebę i w to w sumie głupi pomysł ją sadzić. Biegały tam koty. Czasem kury. W czasach kiedy jeszcze żyli dziadkowie i było się bardzo małą dziewczynką. Dziewczynką, która lubiła się zgubić, ale za wyjątkiem dwóch razów zawsze udawało się jej znaleźć drogę powrotną. Bo szła, rysując mapę w wyobraźni i zapamiętywała każdą konfigurację drzew, krzaków i ogrodzeń. Czasem się jej myliło, bo pamiętała rudego kota, który siedział w truskawkach albo tego czarnego, który przyglądał się bąkowi topiącemu się w kałuży. Koty i inne elementy ruchome kompozycji znacznie utrudniały rysowanie w wyobraźni statycznych map. Przykuwały uwagę i podstępnie zmieniały swoje położenie.

A dzisiaj na Zawadach są warszawskie plaże.

Na Siekierki skoczę następnym razem ;)

Zobacz post Warszawskie plaże. Improwizacja na weekend. na blogu autora
Udostępnij

O autorze

W sylwestra 2015 roku tuż przed północą kupiłam one way ticket do Indii. Nie miałam sprecyzowanych planów. Jak zwykle chciałam przeżyć przygodę i jak zwykle mi się udało! To nie była moja pierwsza dłuższa wyprawa w pojedynkę. Wierzcie lub nie, ale debiutowałam w wieku 12 lat. Co prawda nie pojechałam wtedy daleko, bo tylko do Francji, ale była to wystarczająco egzotyczna wyprawa jak na tamte czasy i dla dziecka, które dotąd widziało same państwa, których nazwy zaczynały się od "demokratyczna", "socjalistyczna" lub "ludowa". Wtedy postanowiłam, że jak będę duża, to pojadę wszędzie. Do tej pory udało mi się zrealizować to marzenie w 1/4. I oczywiście jadę dalej! :)