W miastach Iranu – Qom, Kashan, Isfahan i Hamedan

Nie tak miało być. Kazachstan nas wymroził, ale Iran miał przynieść wyższe temperatury. I zaczęło się dobrze – po wylądowaniu w Teheranie i przez pierwsze dwa dni w stolicy było ciepło. Na tyle, że chusta na głowie i obowiązek zakrywania całego ciała, trochę mnie uwierały. Ale Teheran to inna bajka – jest otulony spalinową pierzynką. Wystarczyło, że z niego wyjechaliśmy, a zaczęło się robić zimno. Naprawdę zimno. Pomimo czystego nieba i słońca, temperatura w ciągu dnia nie przekraczała trzech stopni. Ale w ciągu dnia niska temperatura nie jest aż takim problemem, jak w ciągu nocy.

Pomimo kilku warstw ubrań, naprawdę ciepłego śpiwora i dobrego namiotu, noce to dla mnie katorga. Andrzej zawsze mówi „e, nie było tak źle”, ma na sobie mniej ciuchów, a mimo to przesypia prawie całe noce. Jak on to robi? Ja zazwyczaj budzę się o trzeciej, wtedy kiedy temperatura spada grubo poniżej minus dziesięciu stopni, zwijam się w kłębek, naciągam mocniej śpiwór, wiercę, przewracam z boku na bok i usnąć z zimna już nie mogę. Udaje się dopiero nad ranem, kiedy pierwsze promienie słońca zaczynają ogrzewać oszroniony namiot.

Zobacz post W miastach Iranu – Qom, Kashan, Isfahan i Hamedan na blogu autora
Udostępnij

O autorze