W Miami też czasem pada…

Po kilku leniwych dniach spędzonych w Orlando, przyszedł czas na podróż do Hollywood Beach. Czekał tam na nas wynajęty apartament, turkusowy ocean i piękne plaże… Z tym, że zaczęło padać. Lało od rana. W deszczu pakowaliśmy bagaże do samochodu, w deszczu żegnaliśmy się z Orlando, w deszczu sunęliśmy autostradą w kierunku wybrzeża. I tak żeśmy sobie sunęli i sunęli, do chwili, gdy nie zepsuł nam się samochód. Na środku autostrady odmówił dalszej jazdy. Po paru histerycznych minutach, gdy staliśmy na środku drogi na awaryjnych, zdecydował się jednak ruszyć. I tak na jedynce dotarliśmy do jakiegoś zjazdu z autostrady. A deszcz lał. Dowlekliśmy się do jakiejś stacji benzynowej, stamtąd Adam zadzwonił do wypożyczalni. Skierowali nas na lotnisko w Palm Beach, do ichniej agencji. Byliśmy – cudem – jakieś 10 mil od niej. Wlekąc się na jedynce dotarliśmy na lotnisko, znaleźliśmy wypożyczalnię samochodów, powiedzieliśmy w czym problem, dali nam nowy samochód, przepakowaliśmy bagaże i wyruszyliśmy w dalszą drogę. Cała akcja na lotnisku zajęła nam jakieś 20 minut. To się nazywa sprawna obsługa. A deszcz lał…

Więcej przeczytasz tu: Tędy i owędy

 

Patrycja 990

 

 

 

Zobacz post W Miami też czasem pada… na blogu autora
Udostępnij

O autorze