W krainie Oz

Promienie słońca zazwyczaj budzą nas około szóstej i momentalnie w namiocie robi się nie do wytrzymania. Jest gorąco, duszno i – co tu dużo mówić – śmierdzi. Ile to już dni minęło odkąd wzięliśmy prysznic? Dwa, trzy, cztery? To bez znaczenia. Wystarczy jeden dzień jazdy, żeby nasze ciała pokryła warstwa potu, kurzu i australijskiego piachu. Tworzy pancerz, którego nijak nie możemy się pozbyć myjąc się w butelce wody. Nie ukrywajmy – porządnego prysznica nic nie zastąpi. Z trudem zwlekamy się z legowiska rozciągając zastygłe od nocnego bezruchu mięśnie, patrzymy w swoje opuchnięte twarze i powoli zwijamy śpiwory i namiot. Chwilę potem gorąca herbata albo kawa (która de facto jest wyrobem kawopodobnym, ale za to najtańszym) stawia nas na nogi.

Zobacz post W krainie Oz na blogu autora
Udostępnij

O autorze