W drodze do Kolchidy

Krajobraz zmienia się z minuty na minutę. Zachwyca różnorodność przyrody. Jest na świecie wiele takich miejsc gdzie w ciągu jednego dnia można kilkakrotnie zmienić strefę klimatyczną. Zaliczyć lodowiec i popatrzeć na pięciotysięczniki, przejechać przez bagnistą równinę i dotrzeć nad skaliste wybrzeże upstrzone palmami. Gruzja ma to wszystko.

Nie dość, że kraj jest oddzielony od reszty świata pasmami Wysokiego Kaukazu na północy i Małym Kaukazem na południu. Nie dość, że zachodni skraj wpada do Morza Czarnego a położona na Wschodzie zielona i żyzna Kachetia (oddzielona oczywiście od reszty Gruzji górskim grzbietem Ciw-Gombori) ustępuje półpustyni na pustkowiach Azerbejdżanu. Nie dość, że kręgosłup kraju w centralnym odcinku uciska ciało obce – kontrolowana przez Rosjan Osetia Południowa – i podobna rzecz powtarza się w Abchazji (w północno-zachodnim rogu)  to jeszcze, na domiar złego, gruzińska dyskoteka napotyka na kolejną barierę. Słynne Góry Lichskie, odbijające na południe od Wysokiego Kaukazu, z dwiema przełęczami – Suramską i Rikoti, dzielą kraj na dwie połówki, kulturowo i historycznie odrębne i inne, szalenie interesujące.

Zobacz post W drodze do Kolchidy na blogu autora
Udostępnij

O autorze