Trzy dni w Mandalay

„Trzy dni w Mandalay to za długo.” Powie Wam to każdy. Jestem pewna. Mogę się nawet założyć. „Nic tam nie ma.” I jeszcze, że „do Birmy to w ogóle nie warto jechać, bo tam tylko świątynie” – to już może nie każdy, ale też się zdarza. A wtedy ja w szoku… nie warto? Świątynie?… ale ludzie… wszyscy zupełnie inni niż u nas… i świątynie i ludzie, i wsie i miasta… wszystko zupełnie inaczej…

No więc zależy na czym Wam zależy ;). Ja Birmę zwiedzałam zupełnie inaczej niż Europę. Przede wszystkim nie do końca wiedziałam jakie muzea, pałace, świątynie chcę zobaczyć. To nie tak jak w Paryżu, że zanim tam pojedziesz to już wiesz, że pójdziesz do Luwru, a nawet wiesz które obrazy w Luwrze chcesz zobaczyć. Albo nie tak jak w Pradze, że wiesz, że musisz pójść do Katedry Świętego Wita i na Most Karola. W Birmie, a zwłaszcza w Mandalay miałam plany w stylu: no dobrze, to dzisiaj pójdę do herbaciarni, przejadę się rikszą. Albo zajrzę na uniwersytet, a potem może na targ. Tak mi się chciało poprzyglądać ludziom – jak się ubierają, co jedzą, co piją, no i oczywiście czym plują Birmańczycy. Bo w Birmie nawet plują czym innym niż u nas (no bo przecież nie śliną).

Pierwszy dzień w Mandalay zaczęłam od uniwersytetu właśnie. Wejście na kampus było jak wejście do innego, cichszego, spokojniejszego świata: zero samochodów, dużo mniej motocykli, no i zieleń – dużo drzew. Poza tym miejscem w całym Mandalay miałam wielką ochotę nosić maseczkę, żeby cały ten kurz i brud nie dostawały się do mojego organizmu (to znaczy, że kurzu było naprawdę dużo, bo zazwyczaj z ludzi w maseczkach to ja się nabijam, albo po prostu myślę, że przesadzają).

Zobacz post Trzy dni w Mandalay na blogu autora
Udostępnij

O autorze

Mam na imię Marta. Dawno temu pomyślałam sobie, że chciałabym zwiedzać świat, ale nie tylko za pomocą kilkudniowych wycieczek, chciałabym pomieszkiwać kilka miesięcy tu, kilka miesięcy tam. A ponieważ marzenia mają tendencję do spełniania się, tak się właśnie dzieje. Do tej pory, poza Polską, zdarzyło mi się pomieszkiwać w Czechach, w Turcji i na Majorce. Co będzie dalej? Wciąż nie wiem.