Trekking na Merapi. Najaktywniejszy wulkan Indonezji

Wbrew moim najgorszym przeczuciom decydujemy się na wejście na Merapi tym samym sposobem – to znaczy wyjeżdżając w nocy z Yogyakarty. Decyzję podejmujemy o godz. 15.00. Żeby złapać choć odrobinę snu kładę się do łóżka o 20.00. O 23 wyjeżdżamy.

Startujemy z bazy znajdującej się w Solo. Kiedy tam docieramy ok 1 w nocy, jesteśmy już przemarznięci. Patrzymy w górę, nie widać gwiazd. Źle to wróży naszemu wschodowi słońca.

Robimy ostatnie przepakowanie naszego małego plecaczka. Odkrywamy, że czołówka się zepsuła. Pozostaje nam wspinanie z telefonem w ręku. Jest na tyle ciemno, że dwa razy nie zauważam powalonego drzewa na wysokości mojej twarzy. Od samego początku trasy idziemy w chmurach, w najlepszym razie jest bardzo wilgotno, w najgorszym trochę pada. Mimo to poruszamy się szybciej niż większość grup i wkrótce zostawiamy je w tyle.

Trasa jest niesamowicie stroma. Wejście na Merapi to przewyższenie 1500 m (od bazy w Solo) na długości 2,5 km.

Docieramy do drugiego obozu. Wokół wiele namiotów. Jest przed czwartą rano, odgłosy chrapania mieszają się z cichym śpiewem dziewczyn. Nikt nie szykuje się do uderzenia na szczyt. Okropnie wieje.

Postanawiamy nabrać tutaj sił do dalszej drogi. Nie ma tu oczywiście żadnych schronisk ani nawet wiaty. Pada mniej, ale za to wieje jak sto pięćdziesiąt. znajdujemy kawałek płaskiej ziemi lekko osłonięty od wiatru kilkoma krzakami, kładziemy tam płaszcz przeciwdeszczowy, na którym siadamy i owijamy się małym kocem. Patrzę z zazdrością na otaczające nas namioty i czuje się jak bezdomna.

trekking na merapi jak wygląda szlak
Tak wygląda szlak na Merapi. 1500 m przewyższenia, 2,5 km trasy
merapi trekking szlak
Przepłaszczenie przed atakiem na szczyt
wschod słońca na merapi pora deszczowa
Przydałyby się ciepłe ubrania. Wschód słońca na Merapi, Indonezja

Przed atakiem na szczyt

Po 4 wyruszamy w stronę długiej przełęczy za którą zaczyna się ostatnie podejście. Widoczność nie większa niż 2 metry, nie widać dokąd idziemy. Przy znakach drogowych spotykamy dwójkę Rosjan. Pytają czy wiemy jak dalej iść. Owszem wiemy, więc możemy iść dalej razem. Tyle że na pizga jeszcze mocniej. „We go?” pyta nasz nowy kolega Orin. Tłumaczymy, że ostatnie podejście na szczyt to kupa luźnych kamieni zwieńczonych wąskim kraterem. „Yes, yes, of course! We go?” Okazuje się, że chłopak pracuje w górach Ałtaju i na co dzień wykonuje jakąś katorżniczą pracę na Syberii w systemie miesiąc pracy, miesiąc urlopu. Minus 50 stopni w zimie i praca na zewnątrz z żelaznymi prętami, które po 15 sekundach trzymania w rękach przymarzają. Dla niego jak jest wulkan, to wiadomo, że jest troszkę niedogodności, ale to nie powód żeby stać w miejscu.

Zobacz post Trekking na Merapi. Najaktywniejszy wulkan Indonezji na blogu autora
Udostępnij

O autorze

Prawnik bez togi. W wolnych chwilach wlepiam wzrok w mapę i planuje nasze weekendowe wyjazdy. Poza tym tańczę salsę, jeżdżę na rowerze, tworzę quizy. Nie odmówię również wina. Nie nadaje się na ornitologa, bo łatwo wybucham głośnym śmiechem. Autor www.zdalaodbiura.pl