Tokio. Tsukiji raz jeszcze i elektroniczna Akihabara

  1. Czując zbliżający się koniec naszej japońskiej przygody i pewien niedosyt wczorajszego wieczora wstaliśmy wcześnie pełni energii i chęci chłonięcia Tokio wszystkimi zmysłami. Spakowani, zostawiliśmy bagaże a sami ruszyliśmy jeszcze raz na targ Tsukiji, by tym razem zdążyć jeszcze na jego „przemysłową” część. Na miejscu byliśmy ok. 9-tej. Na zewnątrz pozostały już tylko puste pojemniki i rybi zapach. Na szczęście w halach, gdzie utrzymywana jest niższa temperatura znaleźliśmy to, czego oczekiwaliśmy. A właściwie znaczniej więcej.

    Domi chodziła jak w amoku, nie zwracając nawet uwagi na to, że od czasu do czasu ktoś z pracujących na targu wylewał ot tak wiadra wody  za nic sobie mając czy przypadkiem nie zaleje jakiegoś przechodnia. Sprzedawcy i pracownicy targu zaopatrzeni są w wysokie kalosze, więc takie atrakcje są im niestraszne. A turyści to raczej zło konieczne. My z Zuzią staraliśmy się jednak unikać zagrożenia powodziowego oraz przemykających co chwilę wózków transportowych.

Zobacz post Tokio. Tsukiji raz jeszcze i elektroniczna Akihabara na blogu autora
Udostępnij

O autorze