Ten straszny Korab

Korab – najwyższa góra Macedonii

Tym razem sprawa wydawała się poważna. Nie dość, że znowu mieliśmy bić swoje rekordy wysokości, to jeszcze wspinaliśmy się na najwyższy szczyt dwóch krajów równocześnie: Macedonii i Albanii. Krótko mówiąc, Michałowi zamarzył się Korab. Nie śmiałam protestować. W końcu wiedziałam, w co się pakuję, jadąc na te wakacje…

Dzień przed wyprawą dojechaliśmy (wyjątkowo marną drogą) do bazy policji przygranicznej Strezimir. Czuję się w obowiązku ostrzec wszystkich posiadaczy nisko zawieszonych aut: dwa razy się zastanówcie, zanim wpadniecie na ten sam pomysł. Pokonywaliśmy jedenaście kilometrów przez ponad godzinę.

Na miejscu zdążyliśmy jeszcze zjeść polową kolację i przeobrazić skodę w jako tako nadającą się do spędzenia w niej nocy kapsułę. Potem zaszło słońce, zrobiło się zimno i zawinęliśmy się szczelnie w śpiwory. Trzeba się było wyspać. Wstaliśmy wraz ze świtem i o 6:30 byliśmy już w drodze. Pogoda naprawdę nam dopisała, na niebie nie było ani jednej chmurki. Nie to, co na wietrznym Pelisterze. Szlak wiódł przez las, wzdłuż wijącego się dużo niżej potoku. Kiedy las się skończył, nagle zrobiło się gorąco mimo wczesnej pory. Minęliśmy bazę pasterzy, którzy akurat wypuszczali owce na łąki. Niesamowite, jak te stworzenia potrafią się rozbeczeć na widok swojego opiekuna. Czy może na myśl o śniadaniu?

Szlak był dobrze oznakowany, ciężko byłoby się tutaj zgubić. Poza tym prowadził po zboczach przez morza trawy, droga była widoczna jak na dłoni. Szybko zdobywaliśmy wysokość, bo było dość stromo, a ja myślałam momentami, że wyzionę ducha. Byliśmy już teoretycznie w połowie drogi, a wciąż nie wiedzieliśmy, który to ten cały Korab. Szlak okrążał kolejne góry, odsłaniając przed nami całkiem niezłe widoki. W końcu zza kolejnego górska wyłonił się nasz cel wędrówki. Korab wyglądał od frontu, jakby szczerzył swoje białe skały w złośliwym uśmiechu.

Zobacz post Ten straszny Korab na blogu autora
Udostępnij

O autorze

Poznaliśmy się w Krakowie pewnego letniego wieczoru. Pewnego zimowego poranka zapakowaliśmy swój dobytek do skody i ruszyliśmy na kraniec Europy, zamieszkać w Porto. Od tej pory odkrywamy wspólnie uroki życia w Portugalii – kraju słońca i wina. Każde po swojemu: Karolina opisuje, Michał pokazuje.