Święta , święta i po świętach!

Święta i sylwestra mieliśmy okazję spędzić w Sydney – największym mieście Australii położonym na wschodnim wybrzeżu nad Oceanem Spokojnym z blisko 5-cio milionową populacją. Podczas pobytu chcieliśmy oczywiście jak najwięcej zobaczyć, ale też spędzić spokojnie czas na plaży surfując i odpoczywając po całej przygodzie z nektarynkami ;)

Mieszkaliśmy w Little Bay, które leży na południe od centrum miasta. Jest to bardzo malownicza zatoczka przy malutkiej plaży La Perouse, 10 minut samochodem od Maroubra Beach, na której surfowaliśmy. Któregoś dnia spacerując po pobliskim ogrodzie botanicznym natknęliśmy się na Congwong Beach, ale jak zwykle niewiele myśląc ruszyliśmy dalej przez chaszcze licząc na coś lepszego i o dziwo po kilku minutach naszym oczom ukazała się kolejna, o wiele bardziej malownicza, malutka plażyczka – Little Congwong Beach, na której prawie nikogo nie było… bo Little Congwong to plaża nudystów!!! Od tego momentu nasza ulubiona! ;) to właśnie na niej spędziliśmy Wigilię.

IMG_5725

Właśnie! Co z Wigilią?!

Zazwyczaj święta w Australii spędza się trochę inaczej niż w Polsce. Drinki na plaży czy w basenie w czapkach mikołaja to to, z czym Australijczycy kojarzą Boże Narodzenie. Po całym dniu na plaży wróciliśmy do domu i urządziliśmy sobie małą wigilijną kolacyjkę we dwoje. Były śledzie, jajka faszerowane, żurek i piernik. Trochę pomieszaliśmy Boże Narodzenie z Wielkanocą, ale wyszło jak zwykle bardzo smacznie. :)

IMG_5749

Co robić w Sydney jak pada deszcz?

Żeby poruszać się komunikacją miejską w Sydney trzeba kupić kartę OPAL i ją ładować. Nie ma już biletów kartonikowych. Jednorazowy przejazd autobusowy w dni powszednie kosztuje 4,5 AUD czyli około 15 złotych od osoby. Podróżowanie w niedziele jest tańsze 2,5 AUD za cały dzień.

Podczas pochmurnych dni zdecydowaliśmy się zaliczyć główne atrakcje turystyczne, które oferuje Sydney. Za 69 AUD kupiliśmy tzw. Ultimate Sydney Pass na 5 atrakcji. I jest to dobra cena. Kupowanie wejściówek oddzielnie zupełnie się nie opłaca. Poniżej link do strony, na której są opisane wszystkie możliwości.

https://www.sydneytowereye.com.au/tickets/attractions-passes/#attractions-passes-special-offer

Którą z nich byśmy polecili?

Sydney Tower Eye – wejście znajduje się na piątym piętrze ogromnej galerii handlowej, na tym samym, co wszystkie restauracje więc możecie sobie wyobrazić całe zamieszanie i ludzi błądzących między stolikami, szukających kierunkowskazów na Sydney Tower Eye, aby dotrzeć do wejścia. Stoi się w kolejce, aby kupić bilet, potem w kolejnej do windy jadąc w górę na taras widokowy, a następnie w kolejnej chcąc zjechać w dół. Wieża ma 309 metrów wysokości, ale miasto ogląda się z około 250 metrów. Na nas nie zrobiła specjalnego wrażenia. Całość zajęła nam 3h. Nie polecamy.

Sea Life Aquarium – zaczęło się od ogromnej kolejki do kasy, w której staliśmy ponad godzinę. Potem wężykiem osoba za osobą weszliśmy do środka. Wewnątrz duszno i tłum. Poza rekinami i diugoniem przybieżnym – morskim ssakiem osiągającym 3 metry długości i masę ciała około 400 kg – nic nas nie zainteresowało. Mimo tego warto wstąpić dla samych rekinów, którym można spojrzeć w oczy z odległości kilku centymetrów! ;)

IMG_5564

Madame Tussauds – wchodząc nie spodziewaliśmy się niczego wielkiego i nie wyszliśmy zaskoczeni. :) Ludzie czekający w kolejkach żeby zrobić sobie zdjęcie z rodziną królewską czy Barackiem Obamą. Podobnie jak w oceanarium tłum i duszno. Trzeba jednak przyznać, że niektóre postaci są fantastycznie odwzorowane. Jak np. ta… ;) Też nie polecamy.

IMG_5733

Wild Life Sydney Zoo – jedyna atrakcja z czterech, które zwiedziliśmy, którą byśmy szczerze polecili. Zebrane są tu wszystkie australijskie stwory i właśnie tutaj pierwszy raz zobaczyliśmy koale, które o dziwo nie spały, a mają one w zwyczaju przesypiać nawet 18-20h dziennie.

IMG_5603

Zobaczycie tu także kangury, kolczatki, dziobaka, ogromnego krokodyla Rexa, wallabies (należące do tej samej rodziny, co kangury) czy kazuara hełmiastego – ptaka zamieszkującego północno-wschodnią Australię i Nową Gwineę. Waży do 70–85 kg. Podczas walki potrafi być bardzo agresywny i może wyskoczyć aż do 1,5m. Nas to miejsce mile zaskoczyło i z ręką na sercu je polecamy!

IMG_5606

Family Sea Life Sanctuary – nie udało nam się go zwiedzić.

Kolejnym zawodem było Sydney Museum of Contemporary Art, na które zarezerwowaliśmy sobie całe przedpołudnie, a z którego wyszliśmy po 30 minutach. Nie było w nim nic ciekawego/ładnego albo po prostu nie jest to nasza para kaloszy. Nie umywa się w każdym razie do nowojorskich muzeów.

Sylwester w Sydney!

Przed nocą sylwestrową w Sydney panuje zamieszanie. Wszyscy wiedzą, że to właśnie tutaj o 24:00 zostaną wystrzelone w niebo jedne z najlepszych fajerwerków na świecie i nikt nie zamierza tej chwili przegapić. Każdy planuje, gdzie i o której się znaleźć żeby nie być za wcześnie i nie czekać zbyt długo, ale też aby nie za późno dotrzeć na miejsce, bo wtedy jest duże ryzyko utknięcia w tłumie gapiów. My, aby się nie stresować przygotowaliśmy wszystkie potrzebne rzeczy, w tym jedzenie i alkohol, już w domu i z dwoma plecakami już po 12:00 ruszyliśmy na miasto. Około 13 byliśmy już pod słynną Operą z widokiem na Harbour Bridge. Usiedliśmy na schodach bardzo z siebie zadowoleni i jedząc sushi, grając w chińczyka i makao doczekaliśmy tam do północy. :) Może pomysł nieco szalony, ale uznaliśmy, że możliwe, że to nasz jedyny sylwester w Sydney i fajerwerki musimy zobaczyć właśnie stąd. I ani trochę nie żałujemy. Dzień był piękny i gorący, więc była to sama przyjemność. A 7 milionów dolarów wystrzelonych nad naszymi głowami w trakcie 12-sto minutowego pokazu sztucznych ogni totalnie było tego warte! Wiele osób nas straszyło, że wyprawa do centrum w sylwestra to trudne przedsięwzięcie, że wiele ulic jest zamkniętych, że ciężko dojechać i ciężko wrócić do domu, ale o dziwo wszystko było świetnie zorganizowane i powrót do domu zajął nam około 50 minut. Więc nie bójcie się i jak kiedyś będziecie w Sydney w sylwestrową noc to ruszajcie koniecznie do centrum! :)

IMG_5574

A co, gdy świeci słońce?

Jeden ze słonecznych dni spędziliśmy na spacerze ‚Coongee to Bondi Walk’. Idzie się wybrzeżem 5,5 km w jedną stronę, co zajęło nam nie spiesząc się, z jednym krótkim postojem – 2,5h. Jest to piękny spacer. Mija się po drodze kilka plaż i zatok (Gordons Bay, Clovelly Beach, Bronte Beach i Tamarama Beach) można podziwiać piękne widoki, półki skalne i zaawansowanych surferów.

IMG_5734

Idąc z Bronte w kierunku Bondi dochodzi się do basenu Bondi Icebergs Swimming Pool, do którego wejście kosztuje 6,5 AUD od osoby. Nazwa jest nieprzypadkowa – woda w basenie jest lodowata, ale dla samego widoku na Bondi Beach, rozbijających się fal oraz kąpieli zdecydowanie warto wejść! Dla zmarźluchów jest sauna! :) 

IMG_5535

Od nektarynek nie uciekniesz!

Podsumowując, czas spędzony w Sydney uważamy za bardzo udany. Odzyskaliśmy siłę do pracy, udało nam się trochę posurfować i zobaczyć kilka ciekawych zwierząt. Po raz kolejny przekonaliśmy się, że nie lubimy tłumów i komercyjnych atrakcji, a najwięcej szczęścia daje nam obcowanie z naturą i sport. Także czas wracać do Swan Hill i nektarynek. Zdradzimy Wam, że awansowaliśmy w owocowej hierarhii i już nie zbieramy owoców tylko zajmujemy się ich sortowaniem i pakowaniem, ale o tym w kolejnym poście! :)

Zobacz post Święta , święta i po świętach! na blogu autora
Udostępnij

O autorze

Jesteśmy parą lekarzy weterynarii, która nie może usiedzieć w miejscu, a po tym jak się poznaliśmy jeszcze dodatkowo połączyliśmy siły i zaczęliśmy wspólnie marzyć. Dzięki temu w ciągu 1,5 roku byliśmy już w Londynie, Nowym Jorku, Pradze, Monachium, Nowej Zelandii, Maroko i na Cyprze. Teraz ruszamy w podróż, o której myśleliśmy i marzyliśmy wspólnie od dawna. Australia - kraj dziki, niebezpieczny, mało poznany. Ale właśnie to lubimy. Miejsca nieturystyczne, w których możemy oderwać się od codziennego pędu, niedoczasu i żyć, myśleć, zwiedzać, odkrywać, poznawać nowych ludzi, marzyć i planować dalsze wyprawy. Postanowiliśmy założyć tego bloga z myślą o rodzinie i przyjaciołach, ale także o osobach, które kochają podróże. Ruszamy na podbój Australii i okolic i przeznaczamy na to rok! Zobaczcie sami, gdzie nas wywiało!