Skrajności Kambodży – Angkor

Dlaczego Kambodża? Jeśli jesteście na popularnych ostatnio wakacjach w Tajlandii, warto wyrwać się na chwilę z Bangkoku lub na weekend porzucić rajskie plaże i poświęcić dwa lub trzy dni na wycieczkę do Kambodży, aby zobaczyć tam zagubione wśród drzew średniowieczne miasto Angkor.

My swego czasu zdecydowaliśmy się na przejście graniczne w Poi Pet. Jest to chyba jedyna racjonalna opcja, jeśli zmierzacie jedynie w kierunku Siem Reap, czyli miasta wypadowego do Angkor Wat. Przejście graniczne przekraczaliśmy na piechotę. Pierwszą najważniejszą rzeczą jaką musicie uzmysłowić sobie przy planowaniu przekroczenia granicy Tajlandia-Kambodża, jest fakt, że jest to miejsce, w którym miejscowi wyjdą z siebie, aby was oszukać. Nie jest to nasza opinia, tylko fakt. Oszustwa osiągnęły tutaj skalę przemysłową. Przed przyjazdem dokładnie zapoznaliśmy się z informacjami o tym przejściu na wikitravel: http://wikitravel.org/en/Poipet, co polecamy każdej osobie, która się tam wybiera. Wszystkie informacje na temat procedury, budynków z odprawą wizową, cen, obowiązku posiadania zdjęcia itp. musicie czerpać z internetu lub od znajomych. Na miejscu prawdopodobnie zostaniecie celowo wprowadzeni w błąd, co w najlepszym razie będzie was kosztowało dwa razy więcej pieniędzy i czasu, niż wymaga tego od was prawo. Żeby było jasne – nie musicie obawiać się przemocy. Natomiast musicie uzbroić się w olbrzymią dawkę asertywności. Oszustwa są bowiem naprawdę wyrafinowane. Ale o tym zaraz.

Tajowie i Khmerowie w PoiPet do mistrzostwa opanowali wszelkiego rodzaju przekręty. Jeszcze zanim zbliżysz się do granicy będą przekonywać cię, że: okienko z wizą jest dziś zamknięte i musisz ją uzyskać w innym budynku; że bankomaty w Kambodży pobierają ogromną prowizję i w związku z tym najlepiej będzie jak wymienisz pieniądze na granicy; że opłata za wizę wynosi więcej niż 30 dolarów; że musisz dopłacić za wydanie wszelkiego rodzaju certyfikatów poświadczający szczepienia… Wyobraźnia oszustów nie ma granic i niestety oszukują również funkcjonariusze straży granicznej – ale raczej wtedy, gdy są już po służbie. O wielkiej opłacalności tego całego majdanu świadczy chociażby to, że gdybyśmy dali wiarę naciągaczowi w różowej koszuli i weszli do budynku po prawej stronie, natrafilibyśmy na zupełnie nie podejrzane stanowiska, w których podstawieni funkcjonariusze sprzedaliby nam fałszywą wizę, podbili pieczątki i wcisnęli bóg wie jaki badziew.  Następnie na granicy wiza zostałaby zdemaskowana jako fałszywa, a my musielibyśmy płacić jeszcze raz. Będąc tam zwróćcie również uwagę, że rozwieszone na granicy drogowskazy, po których turyści mogliby się zorientować, w którą stronę mają iść, są zasłonięte. Nas, poza numerem z nieprawdziwym stanowiskiem wizowym próbowano również nabrać przy okienku na granicy, gdzie funkcjonariusz straży granicznej po służbie wmawiał nam, że musimy zapłacić 100 bahtów extra. Jak radzić sobie w takiej sytuacji – po pierwsze bądźcie cierpliwi i spokojni. Wystarczy, że będziecie w kółko jak mantrę odpowiadać im, że cena wynosi tyle i tyle i po jakimś czasie znudzą się przetrzymywaniem was przy okienku. Ja byłam już gotowa dać za wygraną i odpalić te 10 zł bylebyśmy mogli już pójść dalej, ale uśpiony w sercu Daniela Żyd kazał nam uparcie upierać się przy swoim i po jakiś 5 minutach dostaliśmy swoją wizę za normalną cenę. Co ciekawe, równocześnie z nami odprawiały się dwie dziewczyny z USA, które nie tylko z radością zapłaciły dodatkowe 100 bahtów, ale również były przekonane, że celnik pomógł im przy całej transakcji za co w nagrodę z miłością go wyściskały.

 

Zobacz post Skrajności Kambodży – Angkor na blogu autora
Udostępnij

O autorze

Prawnik bez togi. W wolnych chwilach wlepiam wzrok w mapę i planuje nasze weekendowe wyjazdy. Poza tym tańczę salsę, jeżdżę na rowerze, tworzę quizy. Nie odmówię również wina. Nie nadaje się na ornitologa, bo łatwo wybucham głośnym śmiechem. Autor www.zdalaodbiura.pl