Sierra Nevada – historia pojazdu górskiego cz. 2

Spędzamy noc w schronie pod Veletą na wysokości 3200 metrów. Temperatura na zewnątrz spada blisko zera stopni. Natomiast w kamiennym budyneczku panuje zdrowy chłód. Dodatkowo grube mury schronu dają zbawienną ochronę przed silnym wiatrem. Co ciekawe, półki sypialne wyścielone są grubą 2-centymetrową matą. Pomyślałem, że u nas, w Polsce, taki luksus szybko znalazłby sobie właściciela. Rano planujemy ruszyć na pobliską Valetę oraz zdobyć najwyższy szczyt Sierra Nevada – Mulhacén 3478 m n.p.m., a wszystko to z dzieckiem w wózku. Oto historia pojazdu górskiego – część 2. [zapiski z pamiętnika]

Historia pojazdu górskiego – Veleta 3396 m n.p.m.

W nocy do schronu przychodzi kilka osób. Choć próbują zachowywać ciszę, to robienie posiłku, wykładanie rzeczy z plastikowych reklamówek i inne czynności, nie sprzyjają spokojnemu zasypianiu. W końcu zmęczenie wygrywa i śpimy jak susły.

Rano, na lekko, bez plecaków (Beata normalnie na plecach ma 18kg, a mój plecak z zapasem wody waży prawie 30 kg), wychodzimy na Veletę 3396 m n.p.m. Ze schronu zajęło nam to kilkanaście minut. Dotarcie tutaj dla zwykłego turysty nie jest żadnym wyczynem. Prawie pod sam wierzchołek można dojechać busem. Z parkingu prowadzi szutrowa ścieżka na sam szczyt.

Dla nas to zupełnie inna bajka. Cieszymy się, że choć przez chwilę nie musimy pchać wózka i dźwigać plecaków. Błękitne niebo jest zapowiedzią upałów na najbliższe godziny. Na płaskim wierzchołku robimy zdjęcia. Jest cudowny widok. Po kilkunastu minutach schodzimy i znów jesteśmy w schronie.

Czytaj więcej

Zobacz post Sierra Nevada – historia pojazdu górskiego cz. 2 na blogu autora
Udostępnij

O autorze