Sielsko, anielsko pod niebem w Toskanii

Dni na wolontariacie mijają szybko i anielsko. Powoli kończę mój wolontariat pod toskańskim niebem.

Śpię teraz w karawanie, który stoi pośród szumiących drzew orzechowca, więc rano przez okno witają mnie kołyszące na wietrze liście. O szóstej budzi mnie kogut z pobliskiego kurnika, a wieczorem zasypiam słuchając rechotu żab. Czasem widzę fruwające świetliki. Niestety, przez chemię, którą stosuje się na polach uprawnych, świetlików jest coraz mniej…

Rytm toskanieńskiego dnia zależy od pogody za oknem. Zazwyczaj swój dzień zaczynam od porannego rozruchu. Razem z hostem robimy ćwiczenia z taj chi albo praktykujemy jogę. To drugie przeprowadzam ja.

Na śniadanie zajadam się domowej roboty chlebem z domowej roboty komfiturą- z fig, z jabłek, ze śliwek albo z róży. Do lunchu, jeśli pogoda dopisuje, pracuję w ogrodzie. Sadzę pomidory, wyrywam chwasty, czyszczę stajnię. Rwanie chwastów uwielbiam. To jak praktykowanie medytacji. Przy okazji wyobrażam sobie wszystkie mentalne chwasty, które noszę w sobie i je też staram się wyrzucać. Takie oczyszczające zajęcie terapeutyczne.

Czasem, kiedy za oknem pada deszcz, z hostem czynimi kulinarne cuda w kuchni. Crostata z ricottą al limone. Raviolli ze szpinakiem. Kanapki z polenty i z grzybami. Nacino i limoncello. Oliwa z dziurawca.

Po lunchu – espresso i małe dulce italiano, które też zazwyczaj wychodzi spod ręki hosta. Potem drzemeczka. Spacer. Yoga. Albo książka, czytana na hamaku-obecnie czytam książkę Marka Kamińskiego pod tytułem “Wyprawa” ( tę udało mi się ściagnać na tableta…). Bardzo ciekawa książka, która dużo mówi o tym, jak bardzo w życiu ważna jest droga do celu, do którego dążymy, nie zaś sam cel sam w sobie.20160427_161644~2

Zanim usiądziemy do kolacji, robimy obchód po farmie. Sprawdzamy co trzeba poprawić, naprawić w szklarni czy na poletkach uprawnych. Obecnie hości walczą ze ślimakami, które gromadnie wychodzą wieczorową porą, by schrupać trochę liści sałaty. Niestety, trudno się ich pozbyć nie stosując żadnej chemii, więc zdarza się, że rano jest kilka sałat mniej… Pogoda w tym roku też nie sprzyja, więc najprawdopodobniej plony będą mniejsze. Pracy na farmie jest sporo, ale jest to satysfakcjonujące zajęcie, zwłaszcza kiedy przynosi się z farmy na stół kuchenny jedzenie. Poza tym, ja bardzo lubię pracować na świeżym powietrzu, w ciszy i spokoju. Słońce świeci, ptaki śpiewają, ziemia pachnie, a trawa jest zielona. Jeśli mogę, chodzę sobie na bosaka, aby dać trochę odetchnąć moim stopom, które ciągle są uwięzione w butach.

Jeśli myślicie o tym, aby pobyć trochę pod niebem Toskanii, to bardzo polecam Wam to magiczne miejsce, oddalone o około 35 kilometrów od Florencji. Wspaniali właściciele, 2 konie, pies Arno i 3 koty, przepyszne jedzenie typu “0 kilometrów” czyli jedzenie z ogródka, spokój i cisza. Link do bed&breakfast hostów, poniżej:

http://alcodirosso.blogspot.com/

Zapraszam również na mój profil na fb po więcej informacji:

https://www.facebook.com/MagdalenaVagabonda/?fref=ts

 

Tekst: MagdaLimoncello domowej robotylenainprogresssłodkości domowej robotykotkowy podglądacz

Zobacz post Sielsko, anielsko pod niebem w Toskanii na blogu autora
Udostępnij

O autorze

Po korporacyjnych męczarniach, po byciu cyferką w pliku excelowskim, po mobbingu i po utracie pracy... Po tym wszystkim wiedziałam co mam robić. Spakować się, wyjechać i zacząć żyć w końcu swoim życiem. https://www.youtube.com/watch?v=lu1V_x1csfU

Could create table version :No database selected