Santiago de Compostela. E M O C J E.

Piątek. Piąty sierpnia 2016 roku. Pamiętam ten dzień jakby był wczoraj, a nie kilka miesięcy temu. Wieczór wcześniej atmosfera była dość podniosła. Osoby, które niedawno rozpoczęły swoją wędrówkę były pełne życia. Osoby, które zaczęły ją już kilkaset kilometrów wcześniej były podekscytowane tym, że wkrótce wszystko się skończy. Skończy albo dopiero zacznie. Jak czułam się wówczas ja? Niesamowicie. Spędziłam wspaniały wieczór w gronie dwóch Polaków. Porozmawialiśmy, wypiliśmy wino, zjedliśmy czekoladowe ciasto. To właśnie od nich otrzymałam spóźniony prezent urodzinowy w postaci muszli świętego Jakuba. Wcześniej jej nie miałam (nie byłam zatem „typowym pielgrzymem„). Przyczepiłam ją do plecaka i pozostałą część Drogi przebyłyśmy razem. Może zabrzmi to nieco dziwnie, ale przyznaję, że podnosiła mnie ona na duchu.

Zobacz post Santiago de Compostela. E M O C J E. na blogu autora
Udostępnij

O autorze

Jestem romantyczną duszą, książkoholiczką, (nie)spełnioną podróżniczką, miłośniczką kotów wszelkiej maści, kolekcjonerką dobrych wspomnień i pocztówek z całego świata.