Sama w podróży

Pierwszy raz był z konieczności. W Brazylii, po zakończeniu wymiany studenckiej. Większość znajomych wyjechała do swoich krajów, a ja miałam na południowym kontynencie jeszcze trochę czasu i stwierdziłam, że pojeżdżę sobie trochę sama. I było warto. Poznałam sporo osób po drodze, wszyscy byli niezwykle mili i pomocni dla samotnie podróżującej gringi. Później była jeszcze samotna Kolumbia, kilka mniejszych i większych wypadów w czasie mojego pobytu w Peru, miesiąc w Ekwadorze i oczywiście wiele wypraw w naszym pięknym, ojczystym kraju.

Za każdym razem jadąc gdzieś sama, słyszałam albo, że to strasznie nudne, albo że niemądre i niebezpieczne (bez względu na to, czy chodziło o Amerykę Południową czy o wędrówki po Tatrach). I oczywiście wszyscy zaczynali biadolić nad moim ciężkim losem. Doszło do tego, że czasem już nawet nie dzieliłam się z innymi tą informacją, żeby się nade mną tak nie litowali. A sytuacje takie zdarzały się i w Polsce i np. w Kolumbii, gdzie miejscowa kobieta spotykając mnie, najpierw zaczęła prawie nade mną płakać, a potem gorliwie się za mnie modlić.

Zobacz post Sama w podróży na blogu autora
Udostępnij

O autorze