Safari wielorybnicze w Norwegii

Glenn urodził się jako jedynak gdzieś w ciepłych tropikalnych wodach oceanicznych, prawdopodobnie w okolicach Azorów, mierząc mniej więcej cztery metry długości. Przez lata beztrosko pływał w pobliżu niej, aż wreszcie, kiedy skończył piętnaście lat, przyszedł czas, by wypłynąć spod matczynych płetw i znaleźć sobie dziewczynę. Ideał piękna wśród kaszalotów jest jednak nieco inny niż u ludzi – tam im grubszy, tym przystojniejszy. Glenn poczuł więc, że musi popłynąć gdzieś, gdzie będzie mógł się najeść tak, że po powrocie żadna kaszalotka mu nie odmówi. W ten sposób natura pchnęła Glenna na północ, ku wybrzeżom Norwegii.

Kaszaloty nie są łatwe do wypatrzenia, gdyż unoszą się przez kilkanaście minut na powierzchni wody niczym wielkie kłody, od czasu do czasu wyrzucając w powietrze fontannę oddechu. Kiedy ich ciała zaczynają falować, znaczy to, że za chwilę zanurkują, by żerować na głębokości kilkuset metrów. Można wówczas zobaczyć ogon kaszalota, a następnie trzeba czekać, aż zwierzę wynurzy się ponownie. Na pokładzie Blasius II nie ma zamontowanego sonaru czy innych sprzętów, które mogłyby zakłócać spokój podwodnego świata. Musimy więc polegać na oczach naszych i załogi oraz na hydrofonie.

Na blogu Daleko niedaleko przeczytasz więcej o wielorybach w Norwegii.

Zobacz post Safari wielorybnicze w Norwegii na blogu autora
Udostępnij

O autorze