Pulque – Boski napój z Meksyku

Czasem lepiej nie zadawać dodatkowych pytań. Szczególnie, gdy gra idzie o przysmak azteckich bogów – pulque!

W Xochimilco nie było łatwo dostrzec Pulquerie. Jej drzwi nie zdobił żaden widoczny szyld. Bo po co? Kto chce pulque, ten trafi. Ja też bardzo chciałam. Ale jako świeży przybysz, z beznadziejną mapą i absolutnym brakiem zmysłu orientacji, miałam nieco trudniejszy start w tym biegu.

Przewodnik znikąd

Mapa często ratuje życie. Nie dlatego, żebym coś w niej sensownego wyczytała. Już samo kręcenie płachtą papieru na wszystkie strony i jednoczesne kręcenie się z nią po środku chodnika prędzej czy później musi podrażnić czyjąś strunę współczucia. Tym razem padło na Carlosa.
– Zgubiłaś się?
– Ależ nigdy w życiu! Po prostu nie wiem, gdzie jestem!
Powiedzmy tak: wiem gdzie jestem, tylko niezbyt precyzyjnie: Ziemia, Meksyk, Xochimilco, niedaleko przystanku autobusowego… Nazwy ulicy czasem na prawdę do niczego nie są potrzebne.
– A dokąd idziesz?
W takim momencie trzeba iść za ciosem. W sumie donikąd nie szłam, niczego nie zgubiłam. Ale mam przewodnika! Więc?
– Pulqueria! Znasz jakąś? Bo marzę o pulque.
Carlos zrobił niewyraźną minę.
Zobacz post Pulque – Boski napój z Meksyku na blogu autora
Udostępnij

O autorze

Jestem włóczykijem. Jeśli ruszam w świat, to bez planu i przed siebie. Właśnie szykuje się do nowej wyprawy na bambusowym rowerze. Sama go robię;)