W poszukiwaniu leśnych słoni

W poszukiwaniu leśnych słoni

Po raz kolejny umówiona godzina pobudki nie oznacza zupełnie nic. Wstaję godzinę przed czasem. Harmider w najlepsze. Dziś prawdopodobnie nie śpieszy nam się nigdzie. Ale z nimi nie do końca wiadomo, co planują. Więc poczekam na rozwój wypadków. Po ubogim śniadanku i niezbyt zaparzonej herbatce na wodzie z krateru idziemy do dżungli. Na leśne słonie! Kto wie, może szczęście będzie nam sprzyjać? Schodzimy z krawędzi krateru i zaczynamy przedzierać się przez trawy i dżunglę. Upał. Wilgoć. A my znów w przeciwdeszczowych kurteczkach. Pot leje się ciurkiem. Nogi bolą. Przy każdym kroku moje pięty przypominają, że są. Dobrze, że dziś najprawdopodobniej daleko nie pójdziemy. Po godzinie docieramy do małego wodospadu. A po kolejnej chwili znajdujemy się nad kolejnym ukrytym w dżungli jeziorem.

Zobacz post W poszukiwaniu leśnych słoni na blogu autora
Udostępnij

O autorze