Peru: Jezioro Titicaca

Rozrzedzone powietrze, ostre słońce, chłód i liście koki w kieszeni. Tak zapamiętam Titicaca, gdzie doczłapałam się, wlokąc za sobą bandaże, bo jednak nie bardzo byłam w stanie wysiedzieć na kanapie. Nic dziwnego, że prawie wszystkie indiańskie kobiety chodzą tam w kapeluszu – na wysokości prawie 4000 m słońce jest morderczo ostre, a przez cały rok w nocy temperatura spada aż do zera.

Zazwyczaj najpierw jedzie się na pływające wyspy Uros, które stanowią kuriozum na skalę światową. Nie dlatego, że mieszkali (trudno powiedzieć, czy wciąż mieszkają) całe stulecia w chatkach z trzciny na pływających platformach na środku jeziora (ponoć uciekli przed inkaskimi najazdami), zajmując się łowieniem ryb, ale dlatego, że stanowią idealny przykład „disneylandyzacji” swojej kultury. [czytaj dalej]

Zobacz post Peru: Jezioro Titicaca na blogu autora
Udostępnij

O autorze

Mam 29 lat i problemy z usiedzeniem na dupie. Skończyłam arabistykę w Hiszpanii i stosunki międzynarodowe w Austrii, po czym mieszkałam jeszcze w Maroku, w Belgii, w Austrii, w Polsce, w Indiach oraz w Egipcie. Podróżuję zasadniczo bezustannie i bez wyraźnego celu, poza takim, żeby po prostu być gdzie indziej. Właśnie jadę z Meksyku jak najdalej na południe w towarzystwie plecaka, namiotu i laptopa.