Panama City

Po 75 dniach w siedmiu różnych krajach, czas na ostatni przystanek w środkowoamerykańskiej części gringo trail: dość paskudne, ale nieprawdopodobnie popularne zbiorowisko wieżowców i hamburgerowni nad Kanałem Panamskim, czyli Panama City. Jest tu co prawda kawałek odrestaurowanego starego miasta, bardzo przyzwoite metro, kilka parków i promenada, gdzie młodzi i piękni obcokrajowcy uprawiają poranny jogging, ale w centrum znajdziemy tylko banki, paskudne centra handlowe i wysokościowce z hiperdrogimi hotelami, wszystko w kompletnym architektonicznym chaosie i estetyce brzydkiej, amerykańskiej metropolii. [czytaj dalej]

Zobacz post Panama City na blogu autora
Udostępnij

O autorze

Mam 29 lat i problemy z usiedzeniem na dupie. Skończyłam arabistykę w Hiszpanii i stosunki międzynarodowe w Austrii, po czym mieszkałam jeszcze w Maroku, w Belgii, w Austrii, w Polsce, w Indiach oraz w Egipcie. Podróżuję zasadniczo bezustannie i bez wyraźnego celu, poza takim, żeby po prostu być gdzie indziej. Właśnie jadę z Meksyku jak najdalej na południe w towarzystwie plecaka, namiotu i laptopa.