Panama: Boquete i Volcán Barú

Opuściwszy środkowoamerykańskie królestwo drożyzny zwane Kostaryką, wylądowałam w Panamie, gdzie nawet nie zdążyłam porządnie się rozejrzeć po wiosce (Boquete: góry, deszcz, zimno), a już się dałam namówić na zachrzanianie pod górę z plecakiem, po ciemku i po kolanach w błocie. Zawsze miałam dwóję z wuefu, od dziecka szczerze nienawidzę wszelkich fitnessów, joggingów, gimnastyk i w ogóle wstawania z kanapy, a galopującej nadwagi nie mam chyba tylko dlatego, że jestem trawożercą i od czasu do czasu wchodzę na matę do jogi. Mimo to, przy każdej podróży daję się wmanewrować w trekkingi, po których przysięgam sobie, że to już naprawdę ostatni raz. [czytaj dalej]

Zobacz post Panama: Boquete i Volcán Barú na blogu autora
Udostępnij

O autorze

Mam 29 lat i problemy z usiedzeniem na dupie. Skończyłam arabistykę w Hiszpanii i stosunki międzynarodowe w Austrii, po czym mieszkałam jeszcze w Maroku, w Belgii, w Austrii, w Polsce, w Indiach oraz w Egipcie. Podróżuję zasadniczo bezustannie i bez wyraźnego celu, poza takim, żeby po prostu być gdzie indziej. Właśnie jadę z Meksyku jak najdalej na południe w towarzystwie plecaka, namiotu i laptopa.