Ostatni taki rusznikarz i jego strzelające arcydzieła

Ostrożnie, by jej nie upuścić, biorę broń do ręki. Początkowo nie wydaje się ciężka, ale po dłuższej chwili utrzymanie jej w bezruchu zaczyna być coraz trudniejsze, choć to przecież jedna z lżejszych strzelb. Małym kluczykiem chowanym w skrytce z boku kolby nakręcam zamek kołowy. Zgodnie z instrukcją, przykładam kolbę do prawego policzka i mrużę oko. Lewą dłonią podtrzymuję gwintowaną lufę, w prawą ujmuję uchwyt, który – oceniając po rozmiarze – stworzony został z myślą o męskich rękach. Powoli pociągam za spust, aż rozlega się ciche trzaśnięcie.

Na blogu Daleko niedaleko przeczytasz więcej o cieszyńskim rusznikarstwie.

Zobacz post Ostatni taki rusznikarz i jego strzelające arcydzieła na blogu autora
Udostępnij

O autorze