Opowieść o zanzibarskich algach

Wyciągnąwszy z płytkiej wody kawałek wodorostu Mustafa podaje mi go z uśmiechem.
– Jedz! – zachęca, a ja nie jestem pewna, czy mówi poważnie, czy może stroi sobie ze mnie żarty.
– To? No nie wiem… Ty zjedz pierwszy – nie jestem przekonana, że jedzenie glonów prosto z oceanu to dobry pomysł, ale Mustafa pakuje sobie cały pęczek do ust i żuje zadowolony.
– No jedz! – sepleni, z buzią pełną wodorostów i podtyka mi pod nos kolejny kawałek. Niepewnie odgryzam maciupeńki fragment gałązki algi. Jest sprężysta, chrupie między zębami. Czuję delikatnie słony smak. Biorę większy kęs. Glony smakują specyficznie, ciężko mi je do czegokolwiek porównać. Konsystencją przypominają chrząstki. Kiedy ja kontempluję nowy smak, Mustafa kończy już trzeci pęczek.

Czytaj dalej na blogu Daleko niedaleko

Zobacz post Opowieść o zanzibarskich algach na blogu autora
Udostępnij

O autorze