O tym, jak na chwilę zostałam maszerką

To uczucie, gdy ciągnięty przez sześć psów zaprzęg sunie po miękkim śniegu, a ja stoję na płozach sań i nimi kieruję, trudno porównać do czegokolwiek, i to nawet mimo świadomości, że psy są tu mądrzejsze niż ja, więc to chyba one bardziej kontrolują zaprzęg, podążając za pierwszymi saniami, prowadzonymi przez naszego przewodnika Tima. Jestem dumna i zadowolona, że udaje mi się utrzymać tempo, a po chwili relaksuję się na tyle, że mogę zacząć cieszyć oczy wspaniałymi zimowymi krajobrazami dookoła. A przynajmniej do momentu pierwszej wywrotki…

Na blogu Daleko niedaleko zobacz zdjęcia i poczytaj o przejażdżce psim zaprzęgiem.

Zobacz post O tym, jak na chwilę zostałam maszerką na blogu autora
Udostępnij

O autorze