O marzeniach i celach na Nowy Rok

O marzeniach.

To będzie historia o cudach i spełnionych marzeniach. 

(Wiem, że średnio piszę, napięcie akcji nie rośnie, ale to jest historia z przesłaniem).

Na drugim roku studiów bardzo chciałam pojechać. Gdzieś. Mama podsunęła mi pomysł, że może jakiś kurs językowy po inżynierze lub coś w tym stylu. Szukałam, a to Australia, a to Nowa Zelandia. O, to brzmi egzotycznie. Wpisałam kraj do google i pierwszy raz w życiu szczęka opadła mi tak, że Nowa Zelandia została  już w głowie. 

Wysłałam parę mejli do jakiś tam biur organizujących takie wypady. Pani odpisuje, że trudno do NZ się dostać, trzeba spełnić dużo wymagań itp. Lepiej jechać do Australii, prościej, łatwiej i ogólnie cud, miód i malina. Ale ja chciałam do Nowej Zelandii i żadna Australia mnie nie przekona. 

Jednak nie widząc wtedy żadnej szansy na wyjazd do Nowej Zelandii, marzenie odłożyłam na później. Zostałam w Polsce, zrobiłam magistra, jak przykładny młody człowiek.

Aż nagle ogarnęłam to, że do Nowej Zelandii mamy wizy „Zwiedzaj i Pracuj” i  jak wygram „loterię”, czyli, że będę bardzo szybka w wypełnieniu wniosku i zaklepię sobie miejsce jedno ze 100, to pojadę. I zobaczę owce, kiwi, fiordy i Bóg wie co tam jeszcze. Tak się zajarałam tym pomysłem, że przekabaciłam moje dwie koleżanki na Nową Zelandię. 

Zobacz post O marzeniach i celach na Nowy Rok na blogu autora
Udostępnij

O autorze