Niepodległość Szkocji czyli rozmowy przy szklance whisky

Po pracy, w późnych godzinach wieczornych, w pubie, przy szklaneczce whisky rodzą się historie.

Stara prawda, chociaż w Polsce whisky pewnie zastąpilibyśmy wódką. W naszym pubie czasami zdarza się, że kilkoro ludzi siedzących przy jednym stole rozmawia po gaelicku. Ich mowa pełna jest dziwnych, chropowatych dźwięków i szeleszczących brzmień (tak! słowa napisane przez Polkę, która uwielbia nasze polskie sz,cz i rz). Wspominałam już o tym, że na Skye znajduje się pierwszy w Szkocji gaelicki college. Mimo tego przysłuchiwanie się codziennym rozmowom w tym języku nadal mnie zaskakuje.

G., mój manadżer, na Skye mieszka od roku. Powoli zaczyna wyłapywać pojedyncze obco brzmiące słowa…

– Szkoda, że w Glasgow w ogóle nie uczą nas tego języka. Nie uczy się też nic o tym języku, a to są przecież nasze korzenie.

– Na lekcjach historii nie uczono was o języku gaelickim? – zapytałam zbita z tropu.

– Nic, a nic.

– Ciekawe dlaczego..- pomyślałam.

Poruszając się po Skye wszędzie dostrzegam znaki drogowe i tablice właśnie w j.gaelickim. Powoli przywłaszczam sobie pojedyncze słowa – „Failte” znaczy „Witamy”, a „Slainte Mhath” „Na zdrowie”. Nie potrafię jednak przyswoić sobie trudnej wymowy (o akcentach nad literkami nie wspominając).

G., podobnie jak wielu Szkotów, których do tej pory spotkałam, marzy o niepodległości Szkocji. Na Skye jest to chyba dosyć częste zjawisko… Nierzadko mijam domy, które na szybach przyklejone mają naklejki „Yes”, pozostałości po referendum niepodległościowym. (…)

Przy szklace whisky G. i cała reszta dużo mówią… Pytanie jakby zagłosowali idąc do urn na trzeźwo?  Czy u Szkotów występuje wyraźny roźdźwięk pomiędzy słowami a czynami?

Zobacz post Niepodległość Szkocji czyli rozmowy przy szklance whisky na blogu autora
Udostępnij

O autorze