Neapol – czekając na cud

Neapol jest niczym jądro supernovej tuż przed wybuchem. Ogromna ilość materii zmieszczona na niewielkim wycinku przestrzeni. Miasto to jeden wielki kocioł czekający żeby wybuchnąć. I choć jazda po ulicach to udręka, która może przyprawić o zawał serca to miasto, a wszystkie budynki wydają się sypać na naszych oczach, to miejsce nie potrzebuje żadnego liftingu, żeby nas oczarować. (…)

W przymierzu ze zmarłymi

W tym cudownym świecie, tak mocno osadzonym w duchowości i religii, nie może zabraknąć pomostu pomiędzy światem żywych i zmarłych. Pogrzeb i śmierć to w Neapolu poważna sprawa. Tutaj nawet miejsce zgonu ma znaczenie, bo może mieć wpływ na mniej lub bardziej bezproblemowe przejście pomiędzy światami. Marzeniem neapolitańczyka jest umrzeć w rodzinnym domu. Ponoć jeśli do zgonu dojdzie w szpitalu, lekarze potrafią wypisać nieboszczyka jako osobę „bardzo bliską śmierci”, tak by rodzina mogła zabrać go do domu, aby odprawić tradycyjne pożegnanie, zamiast jak nakazuje prawo przenieść ciało prosto do kostnicy².

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu pogrzeby uboższych mieszkańców były uświetniane niespodziewaną wizytą przez zapomnianego „wujka z Rzymu”, który rzecz jasna był znacznie bogatszy i nadawał odpowiedniego blichtru ostatniemu pożegnaniu, na jaki zasługuje przecież każdy z nas. Wujka z Rzymu odgrywać mógł ktoś z wyższych sfer, kto nie gardzi jednak dodatkowym zarobkiem, np. zubożały prawnik potrafiący imitować rzymski akcent i maniery (może jest to jakaś nisza zawodowa, której wypełnienie powinnam przemyśleć). Wujka takiego można było wynająć przez specjalną agencję pośredniczącą³.

Neapol katakumby
Katakumby w Neapolu

Jednak w Neapolu znajomość ze zmarłym nie kończy się jego śmiercią. Tutejsze cmentarze i katakumby to prawdziwa perełka, która od kilku lat została w końcu udostępniona do zwiedzania. Neapolitańskie podziemia i tunele odgrywały jednak nie tylko role cmentarzy, przydawały się również żyjącym i to w najcięższych wojennych czasach. Przestronne korytarze, podziemne cmentarze i kościoły, pamiętające czasy pierwszych Chrześcijan (i oczywiście św. Januarego), stanowiły schronienie przed śmiercionośnymi nalotami w końcówce II wojny światowej. Wejście do nich znajdowały się w pobliżu obecnych, tradycyjnych kościołów i katedr, które jak bóg przykazał górują nad okolica zamiast skrywać się we wnętrzu ziemi. Obecnie można je zwiedzać z przewodnikiem (Katakumby San Gennaro – św. Januarego – i katakumby San Gaudisio).

Te stare cmentarze nie mogą jednak stawać w szranki z prawdziwą perełką, którą jest cmentarz Fontanelle. Jest to ossuarium, miejsce, w których resztki zmarłych nie są pochowane w grobach, ale poustawiane na widoku. Podobnie jak w Polskiej Kaplicy Czaszek, Fontanelle powstało po jednej z większych plag w XVII wieku. Liczba zmarłych rosła z dnia na dzień, postanowiono więc umieszczać szczątki w tufowej jaskini.

DSC_1579 copy

Zobacz post Neapol – czekając na cud na blogu autora
Udostępnij

O autorze

Prawnik bez togi. W wolnych chwilach wlepiam wzrok w mapę i planuje nasze weekendowe wyjazdy. Poza tym tańczę salsę, jeżdżę na rowerze, tworzę quizy. Nie odmówię również wina. Nie nadaje się na ornitologa, bo łatwo wybucham głośnym śmiechem. Autor www.zdalaodbiura.pl