Navotas, czyli jak spanikowałam na krańcu świata

Jadąc na Filipiny wydawało mi się, że dość dobrze odrobiłam pracę domową, wiedziałam co, gdzie. Co chcę zobaczyć, czego nie, a na co nie mam czasu. Czytałam też o historii kraju, kulturze, ludziach, ich obyczajach, warunkach życia. Obejrzałam setki programów wygrzebanych w sieci o Manili, o manilskich slumsach, narkotykach, politycznych podchodach, wojnach gangów, cudach natury. Czytałam też o wycieczkach do ludzi żyjących na wysypiskach śmieci, w slumsach. Zastanawiałam się czym taka wycieczka jest w kategoriach etycznych. Selfi z biedą? Ile z tych pieniędzy idzie na pomoc tym ludziom? Trochę mi to pachniało ludzkim zoo, a tego nie lubię. Nie wiem jak w tym wszystkim umknęła mi informacja o ludziach mieszkających na cmentarzach. Ale umknęła i powróciła dopiero w samej Manili i to niestety przez niedoczytanie szczegółów zamiast cmentarza komunalnego odwiedziliśmy dwa inne – jeden w Navotas, drugi chiński. […]

Artykuł Navotas, czyli jak spanikowałam na krańcu świata pochodzi z serwisu Okiem Maleny.

Zobacz post Navotas, czyli jak spanikowałam na krańcu świata na blogu autora
Udostępnij

O autorze