Napiszę „tu byłem” magicznym długopisem!

Trudno jest opisać słowami i pokazać na zdjęciach to, co przeżyliśmy przez ostatnie tygodnie. Byliśmy w miejscu niezwykłym, którego nazwa nie mówi wiele, a z pewnością nie oddaje tego, co się tutaj dzieje. Dom kultury, miejsce spotkań podróżników, kółko artystyczne, kolorowa wyspa w szarej rzeczywistości okolicznych mieszkańców… Wszystko do kupy, a i tak za mało! Zapraszamy na opowieść o Akademii Jedi, stworzonej przez kilku odważnych rycerzy, którzy zamiast mieczami świetlnymi, nieprzeciętnie władają instrumentami…

Akademia Jedi została kilka dni temu oficjalnie uznana za organizację non profit zajmującą się darmową edukacją na wielu płaszczyznach, działającą w poszanowaniu środowiska i pozwalającą na odkrycie i rozwinięcie wszelakich talentów ludzi z całego świata. Pomysł na założenie darmowego centrum edukacyjnego powstał około rok temu w Wielkiej Brytanii, gdzie po 5 miesiącach warsztatów idea ujrzała światło dzienne na festiwalu Equinox w Blean. Luka i Rafael stwierdzili, że muszą zorganizować Vana na podróż do Polski, gdzie mają kawałek ziemi i własny kąt. Dołączyło do nich jeszcze kilku rycerzy światła i ostatecznie po Przystanku Woodstock 2014 ich statek kosmiczny wylądował na południu Grecji, gdzie rozwijają swoje hipisowskie skrzydła. Głównym misją każdego Jedi jest dać przykład jak żyć w harmonii z ludźmi i naturą podczas podróży, nauki i codziennych zajęć.

W domu położonym w najbardziej malowniczym miejscu w okolicy spędziliśmy ponad miesiąc. Na początku było 8 osób, a w przeciągu tygodnia mieliśmy już około 25 współlokatorów. Socjolodzy załamaliby ręce widząc co się wyprawiało. Totalna mieszanka kulturowa, ludzie Europy wschodniej, zachodniej, USA, Meksyku, Izraela, Urugwaju… wyobraźcie to sobie! Opowieści, historie, różne poglądy, jedni dopiero zaczynali swoją podróż, inni byli już trasie chociażby 10 lat. Przekraczając próg Akademii każdy jakby automatycznie przyjmował kilka reguł. Po pierwsze: bądź tolerancyjny i szanuj wszystkich dookoła. Po drugie: zachowaj kulturę rozmowy. Jednak można rozmawiać, nawet o trudnych tematach inaczej niż kłócąca się ze sobą inteligencja w programach publicystycznych. Po trzecie: dziel się tym, co masz. Doświadczeniem, chlebem, opowieściami, czekoladą, muzyką…Po czwarte: cokolwiek robisz, rób to najlepiej jak potrafisz i bądź kreatywny. Maluj, graj, śpiewaj, naprawiaj gitary, buduj, po prostu rób to w czym czujesz się dobrze! Po piąte: zadbaj o dobry przepływ energii podczas pracy- czyli przede wszystkim dobra muzyka i uśmiech!

Nad ranem, kiedy słońce pojawiało się na horyzoncie rozświetlając wyspy na morzu, ewentualnie po tym jak nasze zwierzaki nękały wszystkich i zmuszały do ewakuacji ze śpiworów, siadaliśmy wspólnie to stołu. Idea dzielenia się posiłkiem mocno wiąże grupę nieznających się kompletnie ludzi. Docenia się pracę osób przygotowujących jedzenie czy kawę i tych, którzy zabierają się za zmywanie lub inne prace.
Po śniadaniu wspólnie przeprowadzaliśmy meetingi, które wcześniej kojarzyły się raczej z „tanimi” firmami, gdzie jeden gada a reszta czeka, żeby skończył swoje usypiające wywody. Tymczasem u Jedi’ów przez kilkadziesiąt minut, czasem kilka godzin poruszaliśmy najważniejsze kwestie funkcjonowania Akademii. Poruszane były kwestie organizacyjne, jakie są priorytety prac, ustalane tematy warsztatów i prezentacji na dany temat. Oprócz tego, omawiane zajęcia dnia codziennego, czyli kto podskoczy do gospodarzy po warzywa i owoce, kto wieczorem pójdzie do piekarni po chleb, kto posprząta… itd. Jako, że budynek dopiero co został wynajęty, sporo było do zrobienia. Między innymi wspólnie zrobiliśmy łóżko piętrowe, naprawiliśmy kominek na środku domu, wstawiliśmy okna do kuchni, łazienkę i kuchnię wyłożyliśmy płytkami, pomalowaliśmy ściany, rozebraliśmy bar i taras na dachu centrum handlowego w Atenach- będzie czym palić i z czego budować! Naprawdę współpraca wszystkich imponuje. Tak mijały nam dni, a kiedy już słońce kończyło swoją wędrówkę po niebie, często ciszę i spokój w domu zdobiły dźwięki granej na flecie melodii z Władcy Pierścieni, kiedy to Hobbici dreptali sobie po Shire. Magia. Wtedy przychodził czas na… Jam session! A czasem i do rana, i blues też tam królował!

„Lady, running down to the riptide
Taken away to the dark side
I wanna be your left hand man!
I love you when you’re singing that song
And I got a lump in my throat
Cause you’re gonna sing the words wrong!”

Tą piosenkę śpiewaliśmy praktycznie codziennie po kilka razy i chyba na zawsze będzie nam się kojarzyć z Akademią. Wpatrywalismy się w ognisko, kiedy Oliv i Selene wywoływali niepohamowane uśmiechy grając francuzkie melodie. Rafael miotał instrumentami jak oszalały, Danny śpiewał tak, że pewnie rozkochałby w sobie niejedną nastolatkę.
-Zajebiście!
-Dzien-kuje.
W mordę, będziemy tęsknić za tym światem hipisów…

Eskplozja dobrej energii, wspaniali ludzie, którzy natchnęli wielkim pozytywem wielu podróżników. I wszyscy wiemy, że prędzej czy później trzeba się rozstać, i każdy będzie kontynuował swoją drogę, dokądkolwiek ona nie prowadzi. Ale nikt nie żegna się z łezką w oku, a raczej mówi „see you soon bro!”, czy to gdzieś na szlaku, czy na kostrzyńskich polach w środku lata albo około 70km od naszej rodzinnej miejscowości Janikowa, gdzie prawdopodobnie powstanie najlepsza edukacyjna Akademia Jedi w historii! Każdy ma swoją misję do spełnienia na tej pięknej planecie, oni będą podróżowali i grali, my… uprawiali rowerowego rock ‘n’ rolla!

Tymczasem, rzucamy rękawice Zeusowi i jego szczytom! Podobno trzęsie się na myśl, że Polacy przyjeżdzają!
A potem Turcja! A potem cały świat!

Hardcorebike!

Zobacz post Napiszę „tu byłem” magicznym długopisem! na blogu autora
Udostępnij

O autorze