Mnazi. To nie przystoi!

Miejsce nazywa się Mama Zainabu, ale rzeczonej mamy w okolicy nie widzę. Jest za to kilkoro stałych bywalców, miłośników mnazi, czyli wina palmowego. Na stoliku stoi butelka po Tuskerze wypełniona mętnawym płynem. Z niej Said nalewa napoju do małych niby słoików, wkłada do środka naturalną słomkę i podaje mnie i Alemu. Zanim się napiję przyglądam się samej słomce. To naturalny patyczek, chyba bambusowy. Na końcu pęczek trawy owinięty kawałkiem tkaniny i zawiązany. Domyślam się, że słomka jest wielorazowego użytku.

Zobacz post Mnazi. To nie przystoi! na blogu autora
Udostępnij

O autorze