Mistyczny jarmark, pogrzeb i slow life na Bali

Uczestnicy ceremonii zgromadzeni pod dachem głośno grali na bębnach całkiem skoczne melodie, a śpiewali i klaskali jeszcze bardziej intensywnie. Dość niezręcznie wydało mi się fotografowanie w takich warunkach, bo pogrzeby w Europie raczej nie roją się od błysku fleszy, choć post factum dochodzę do wniosku, że jak zwykle przegięłam z nieśmiałością.

– Three funerals today or more? – spytałam.
– Three or more – odpowiedział chłopak znudzonym tonem.
– Why so many at the same time?
– They wait. If someone dyes and the familly is not reach they keep the body and wait.
– Wait? What for?
– For the others.
– To dye???
– If more bodies, then it’s a group funeral and is cheaper.
– And where they keep the dead people?

Zobacz post Mistyczny jarmark, pogrzeb i slow life na Bali na blogu autora
Udostępnij

O autorze

W sylwestra 2015 roku tuż przed północą kupiłam one way ticket do Indii. Nie miałam sprecyzowanych planów. Jak zwykle chciałam przeżyć przygodę i jak zwykle mi się udało! To nie była moja pierwsza dłuższa wyprawa w pojedynkę. Wierzcie lub nie, ale debiutowałam w wieku 12 lat. Co prawda nie pojechałam wtedy daleko, bo tylko do Francji, ale była to wystarczająco egzotyczna wyprawa jak na tamte czasy i dla dziecka, które dotąd widziało same państwa, których nazwy zaczynały się od "demokratyczna", "socjalistyczna" lub "ludowa". Wtedy postanowiłam, że jak będę duża, to pojadę wszędzie. Do tej pory udało mi się zrealizować to marzenie w 1/4. I oczywiście jadę dalej! :)

Could create table version :No database selected