Minus wolontariatu.

Tylko jeden minus wolontariatu?,

zapytacie. Tak! Dlatego zwlekałam z napisaniem postu o minusach wolontariatu, bo najzwyczajniej w życiu nie mogłam doliczyć się ich więcej.

Zaczynam.

Ten tajemniczy, jedyny minus wolontariatu, to trwałość zawieranych na wolontariatach znajomości i przyjaźni.

Zazwyczaj szybko się zaprzyjaźniamy, my wolontariusze ???? , prawie z dnia na dzień. I zazwyczaj są to bardzo intensywne znajomości. Dzielimy ze sobą swoje dni, historie, doświadczenia, uśmiechy, rzadziej troski i smutki. Chodzimy razem na spacery po andaluzyjskiej ziemi, oglądamy filmy wieczorową porą, popijamy kawę w leżakach oglądając majestatyczne góry w oddali, razem biegamy, pieczemy ziemniaki przy ognisku, oglądamy spadające gwiazdy… Rozmawiamy o naszych nadziejach, bolesnych lekcjach przeszłości, zawodach, o naszych planach, krajach które chcemy zobaczyć i rzeczach, które chcemy zrobić, a potem… Potem każdy z nas idzie w swoją drogę. Żegnamy się ze łzami w oczach, przytulamy się po tysiąckroć, życząc sobie spełnienia podróżniczych marzeń i wszystkiego najlepszego, odwozimy się na dworzec kolejowy czy autobusowy. Rozjeżdżamy się na kolejne wolontariaty, wiedząc, że najprawdopodobniej już tak szybko się nie zobaczymy. Być może widzimy się po raz ostatni raz w życiu. Będąc jeszcze jedną nogą w przeszłości, a drugą na nowym wolontariacie, utrzymujemy kontakt mailowy.  Dzielimy się wrażeniami z nowego miejsca, porównujemy pracę i piszemy, że tęsknimy. Na początku robimy to często, potem rzadziej.

Z czasem znajomość blaknie, bo my jesteśmy już w innym świecie.

Czy to jest taki 100% minus wolontariatu? Ja staram się na to patrzeć tak, że ci wolontariusze, z którymi mam być w kontakcie, są dalej w moim życiu, a ci, z którymi miałam przejść tylko kawałek mojej vagabondowej drogi, pojawili się w moim życiu na chwilę.

Tekst: Magdalena Vagabonda

Zobacz post Minus wolontariatu. na blogu autora
Udostępnij

O autorze

Po korporacyjnych męczarniach, po byciu cyferką w pliku excelowskim, po mobbingu i po utracie pracy... Po tym wszystkim wiedziałam co mam robić. Spakować się, wyjechać i zacząć żyć w końcu swoim życiem. https://www.youtube.com/watch?v=lu1V_x1csfU