Miasto w kolorze Siena

O istnieniu Sieny usłyszałem po raz pierwszy na lekcji plastyki w szkole, choć odbyło się to w dość nieoczekiwanych okolicznościach. Pewnego razu jeden z moich kolegów wypowiedział na głos to, nad czym wielu w klasie łamało juz sobie głowy: Dlaczego właściwie farbka w kolorze piaskowego brązu podpisana jest siena palona? W jego ustach brzmiało to raczej jak „się napalona”, co zapewne zresztą było zamierzone, ale odpowiedź nauczycielki, że nazwa ta wywodzi się od toskańskiego miasta, którego najstarsza zabudowa jest praktycznie jednokolorowa, pobudziła moją wyobraźnię znacznie bardziej niż kiepski żart, który ją sprowokował.

Siena przez całe lata rywalizowała o palmę pierwszeństwa z leżącą niecałe sto kilometrów na północ Florencją i – prawdę mówiąc – cieszę się, że nie wyszła z tej walki zwycięsko. Tłumy turystów tłoczących się każdego roku na florenckich ulicach potrafią skutecznie zniechęcić do odwiedzania tego miasta w szczycie letniego sezonu, czego z całą pewnością nie można powiedzieć o jej dawnym konkurencie. Rzecz jasna, błędem byłoby sądzić, że Siena jest dziś wyludniona. Na szczęście znaczna większość spacerowiczów snuje się wzdłuż pełnego sklepów i restauracji traktu wiodącego od Piazza Saracini aż do charakterystycznej, pasiastej katedry, dlatego wystarczy w dowolnym momencie odbić nieco w prawo bądź w lewo, by móc bez skrępowania rozkoszować się urokami miasta.

Centralnym punktem Sieny jest Piazza del Campo ze słynnym Palazzo Publico wzniesionym w jego południowo-wschodniej części, jednak tym, co w owym placu wydaje się być najbardziej osobliwe jest jego przypominający muszlę kształt. Mam ochotę napisać, że składają sie nań promieniście rozchodzące się trójkąty, tworzące symetryczną, wachlarzykowatą mozaikę, ale natychmiast nachodzi mnie refleksja, że trudno to sobie wyobrazić na podstawie samego tylko słownego opisu. Poprzestańmy więc na powszechnie stosowanej analogii do kształtu muszli…

Zobacz post Miasto w kolorze Siena na blogu autora
Udostępnij

O autorze

Pisanie zazwyczaj przychodzi mi łatwiej niż mówienie, dlatego powstanie "Europa Bistro" było naturalną konsekwencją tego faktu. Moją odwieczną przypadłością jest chroniczna nieumiejętność przebywania zbyt długo w jednym miejscu. Jeśli co najmniej raz na kilka tygodni choć na moment nie zmienię widoku za oknem, "dostaję wysypki". Sądzę, że stoi za tym jakiś quasi-narkotyczny głód – nowych miejsc, nowych ludzi i nowych wrażeń.