Mentalny piekarnik

Outback robi nas w konia. Serio. Ordynarnie sobie z nami pogrywa.

Odnoszę bowiem wrażenie, że stoimy w miejscu, mimo że jedziemy. Ma to sens? No nie, ale posłuchajcie.
Trzysta, czterysta, pięćset, siedemset, tysiąc kilometrów. Mijają, choć jedynym tego potwierdzeniem zdaje się być licznik puchnący dziennie o grubo ponad setkę. Dookoła zaś nie zmienia się nic, a ja mam wrażenie jakbym usiadł na gigantycznym rowerowym trenażerze. Takim z dalekiej, wirtualnej przyszłości. Pod kołami prosta na zabój strzała asfaltu, dookoła zaś niezmiennie busz albo trawy. Busz albo trawy. Busz albo trawy. Nad głową wielki błękit i słońce. Masywna solarowa żarówa, która smaży odkrytą skórę jak rozpalony kawał żelaza. Busz albo trawy. Słońce. Busz albo trawy. Cholera, coś się musiało zaciąć w tej australijskiej maszynce.

Zobacz post Mentalny piekarnik na blogu autora
Udostępnij

O autorze