Matosavank – monaster w lesie ukryty

Wieczorem nad rzeką Bldan pod wiatą rozkręca się impreza. Ormianie z Dilidżan maja tu wszystko, co do tego trzeba. Jest hak na rytualne zabicie barana, pień by poćwiartować mięso i grill na „horowac”. Nie brakuje też krystalicznie czystej wody źródlanej prosto ze wzgórza. Z rzeki lepiej nie pić. Wszędzie walają się śmieci – świadectwo nieustannych ormiańskich biesiad. Kilkaset metrów powyżej w ciszy lasu znajdują się ruiny. Prawie nikt tu nie zagląda, poza stadem krów – systematycznych i naturalnych kosiarek trawy. Monaster Matosavank z zewnątrz niczym nie zachwyca. Kiedy odwalamy stalową bramę chroniącą wejście przed krowami, nie możemy uwierzyć własnym oczom. Sterta kamieni skrywa piękno, przemilczane w znanych przewodnikach. I dobrze. Przez cały dzień i noc będziemy jedynymi gośćmi Matosavank.

Czytaj więcej

Zobacz post Matosavank – monaster w lesie ukryty na blogu autora
Udostępnij

O autorze