Macedonia: Treskawec w ogniu

Treskawec w ogniu

Po krótkim pobycie w Skopju pojechaliśmy do Priłepu – mieściny położonej na południe od stolicy i otoczonej urokliwymi górami. Miałam wrażenie, że jedziemy raczej przez dużą wieś, a nie przez miasto – domy wyglądały, jakby były zbudowane naprędce, trochę jeszcze niedokończone. W ogródkach dojrzewały papryki i pomidory, a przy ulicach stały dziwne konstrukcje pokryte folią ogrodniczą. Pod nimi suszyły się nanizane na sznurki liście tytoniu. Pierwszy raz w życiu widziałam świeży tytoń! Nasz „apartman” znajdował się na obrzeżach Priłepu, właściwie już u stóp wzgórza z ruinami twierdzy: Markovi Kuli. Zostawiliśmy graty u przemiłego właściciela przybytku Dimitrija i ruszyliśmy od razu w góry, wśród których na wysokości 1422 metrów n.p.m. skrył się gdzieś monaster Treskawec.

Ominęliśmy wzgórze z twierdzą, zostawiając je po lewej i postanawiając, że wejdziemy na nie w drodze powrotnej. Było okropnie gorąco, a miało być tylko gorzej. Przecież było dopiero po dziewiątej! Wąska ścieżka wiła się pośród niskich drzew i krzaczków. Urok tej trasy polegał na tym, że nie wszystko widać było od razu. Kluczyliśmy na pewnej wysokości, zostawiając za sobą kolejne zakręty i skały. Pod nami rozciągał się płaski teren z kilkoma domami w oddali, które od biedy można by nazwać wioską. Wyglądał trochę jak patelnia.

Wkroczyliśmy na zbocze pokryte resztkami czarnej, spalonej trawy. Dimitrij opowiadał nam potem, że spłonęło tydzień przed naszym przyjazdem. Mówił też, że to się tu zdarza częściej. Sucha trawa po kilku miesiącach bez deszczu po prostu zaczyna płonąć i nie ma za bardzo nawet jak temu zaradzić.

Tymczasem po pokonaniu całkiem sporego dystansu (a może zdawał się taki długi przez upał?) dotarliśmy wreszcie do monasteru. Czy wspominałam, że do tego miejsca modlitwy i odosobnienia, w którym mieszka już tylko jeden zakonnik, można dojechać całkiem wygodnie asfaltową drogą? Choć więc w górach wydawało nam się, że będziemy dziś być może pierwszymi odwiedzającymi świątynię, to nic bardziej mylnego.

Zobacz post Macedonia: Treskawec w ogniu na blogu autora
Udostępnij

O autorze

Poznaliśmy się w Krakowie pewnego letniego wieczoru. Pewnego zimowego poranka zapakowaliśmy swój dobytek do skody i ruszyliśmy na kraniec Europy, zamieszkać w Porto. Od tej pory odkrywamy wspólnie uroki życia w Portugalii – kraju słońca i wina. Każde po swojemu: Karolina opisuje, Michał pokazuje.