Lwów i wspominki – co zapamiętać ze Lwowa?

Kiedy napiszesz o Lwowie?

„Napiszesz coś o Lwowie?” – słyszałam to już kilka razy. Od naszej wizyty na Ukrainie minął tymczasem rok, a ja dalej nie napisałam ani słowa. I gdyby nie to, że Michał i jego zdjęcia czekają, pewnie dalej oglądałabym dziś zaległe Kuchenne Rewolucje zamiast sięgać pamięcią do dawno zakończonego urlopu. Dzień na wspominki jest wyjątkowo dobry, bo tropikalne upały w Krakowie bardzo przypominają czerwcową aurę zeszłorocznych wakacji. Pamięcią ląduję więc w marszrutce z przygranicznych Szegini do Lwowa. Co ja w ogóle jeszcze stamtąd pamiętam? A może pytanie trzeba postawić inaczej: czemu Lwów nie da się zapomnieć?

Lwów, czyli szampan

Nikogo nie zaskoczę stwierdzeniem, że Lwów jest dla nas, „przybyszów z zachodu”, tani. Tak, tak – nareszcie gdzieś jest tanio. A więc to czują Niemcy w Jeleniej Górze! Bez specjalnego liczenia monet mogliśmy hulać po knajpach i próbować świetnego lwowskiego jedzenia i napitków. Szczytowym punktem knajpianego rozpasania było dla nas śniadanie w restauracji Baczewskich. Co prawda Betty Draper mówiła, że rozmowy o pieniądzach są niegrzeczne, ale muszę – wybaczcie! Za równowartość piętnastu złotych zaczęliśmy dzień od słodkich i słonych przysmaków w towarzystwie szampana (do woli!), rozkoszując się chwilą luksusu na przepięknym, słonecznym patio. Gdyby ktoś mi powiedział, że tak będzie w niebie, to zaczęłabym popełniać dobre uczynki.

 

Lwów, czyli kwas

Zupełnie innym, ale równie dobrym wspomnieniem jest dla mnie chwila, kiedy siedzimy na placu przy parku Iwana Franki i popijamy z plastikowych kubeczków kwas chlebowy, serwowany tu z nalewaka. Jest gorąco, wokół psy, dzieci i spacerowicze, ja siedzę w cieniu i popijam chłodny napój. Michał robi zdjęcia starym ładom i trolejbusom, które wyglądają, jakby miały nie dozipać do następnego przystanku i rozpaść się na zakręcie. Czyli bardzo malowniczo!

Zobacz post Lwów i wspominki – co zapamiętać ze Lwowa? na blogu autora
Udostępnij

O autorze

Poznaliśmy się w Krakowie pewnego letniego wieczoru. Pewnego zimowego poranka zapakowaliśmy swój dobytek do skody i ruszyliśmy na kraniec Europy, zamieszkać w Porto. Od tej pory odkrywamy wspólnie uroki życia w Portugalii – kraju słońca i wina. Każde po swojemu: Karolina opisuje, Michał pokazuje.