Lustro Knuta

Od dziecka mieszkałem na czwartym piętrze kamienicy w dzielnicy Grünerløkka, tam gdzie króciutka Leirfallsgata krzyżuje się z ruchliwą Thorvald Meyers Gate. Jasny budynek z oknami wychodzącymi z jednej strony na podwóże, gdzie znajduje się sala dla mieszkańców nie mających telewizora, a także mały plac zabaw z parkanem pomalowanym na czerwono i świeżo posadzonym klonem. Z drugiej strony jeżdżą niebieskie tramwaje, konie i auta. Widzę również kawiarnię u Ole. Ma inną nazwę, jednak wszyscy mówili zawsze „u Ole”, więc nikt nie pamięta prawdziwego miana owego przybytku. Szyld dawno temu ktoś ukradł, prawdopodobnie na opał. Nade mną, na niewielkim poddaszu, mieszkało kłótliwe małżeństwo Haagenssonów, bezdzietne i nieszczęśliwe. Na niższych piętrach rodzina imigrantów z Włoch i dwa norweskie małżeństwa, których dzieci od zawsze robiły sobie żarty dzwoniąc do sąsiadów i uciekając za parkan. Obok mnie egzystował stary Knut Berg, alkoholik i awanturnik, rozwodnik, a także właściciel kota o imieniu Knut. W pijackim amoku mówił wszystkim, że nie ma lustra i jak pije ze swoim czarnym Knutem, to tak jakby pił do siebie.

Czytaj całość

Zobacz post Lustro Knuta na blogu autora
Udostępnij

O autorze