Lombardia w kolorze biskupiej purpury

Jest wrzesień, w kalendarzach włoskich już po sezonie, mimo że na termometrze temperatura nie opada poniżej 20 stopni w cieniu. Nad jeziorem Como jest odrobinę mniej turystów, a ci którzy tu przybyli o tej porze roku to w większości cudzoziemcy. Jest to nasz drugi pobyt w tym rejonie, ale dopiero ten uzmysławia nam prawdę, którą przez wiele lat próbowaliśmy wyprzeć. Jak żyć to tylko w kardynalskiej purpurze.

Franciszek Liszt pisał ponoć, że „jeśli piszesz historię dwóch szczęśliwych kochanków, ich historię powinieneś umieścić na brzegach jeziora Como”¹. Zarówno siły natury jak i mieszkańcy tych okolic odwalili tutaj kawał naprawdę dobrej roboty. Miejsce to, położone na północ od Mediolanu, było ponoć popularnym uzdrowiskiem już w epoce Starożytnych Rzymian. Jezioro jest jednym z najgłębszych w Europie, osiąga 400 metrów głębokości. Do tego może pochwalić się oryginalnym kształtem, przypominającym literę Y. Ze wszystkich stron otoczone jest Alpami. Gdzie nie spojrzysz tam na wchodzących do jeziora zboczach posadowione są stare kaplice, kościoły i zamki. No i przede wszystkim wille, świadczące nie tylko o powodzeniu finansowym ich właścicieli, ale również o od wieków niegasnącej popularności tego miejsca.

Zachodnia Europa już w XVII wieku poznała smak „gap year”. Dobrze usytuowani absolwenci Oxbridge (czyli Oxfordu lub Cambridge) po ukończeniu studiów udawali się w podróż po kontynentalnej Europie, aby poznawać jej tradycję, kulturę i sztukę. Przemierzając Francję i Włochy mieli okazję do ćwiczenia obcej wymowy, jak również zawierania znajomości z podobnych im przedstawicielom wyższych sfer. Byli to więc pielgrzymi kierowani bodźcami nie religijnymi a poznawczymi. Na trasie nigdy nie brakowało Rzymu i Wenecji. Wille w Como również figurowały na liście miejsc, które trzeba odwiedzić. Co więcej, to właśnie tutaj doszło do schwytania Mussoliniego i wykonania na nim egzekucji.

Jedną z najczęściej odwiedzanych willi jest Villa Balbianello. Usytuowana na skraju pagórkowatego cyplu skutecznie ukrywa swoje wdzięki przed wzrokiem postronnych. W XVIII wieku można było tutaj dotrzeć jedynie łodzią. To właśnie wtedy  kardynał Angelo Maria Durini przejął ziemie zakonu franciszkanów i wybudował w tym miejscu swoją letnią świątynię zadumy. Wcześniej kardynał był mocno zaangażowany politycznie. Sporą część kariery spędził w Polsce jako wysłannik papieski. Popierał konfederatów barskich, błogosławił wojska Pułaskiego a nawet uczestniczył w przygotowaniach do porwania Stanisława Augusta Poniatowskiego. Te szalone dni politycznego knowania zostały gwałtownie ukrócone przez papieża. Durini wrócił do Francji, a potem osiadł nad jeziorem Como.

Zobacz post Lombardia w kolorze biskupiej purpury na blogu autora
Udostępnij

O autorze

Prawnik bez togi. W wolnych chwilach wlepiam wzrok w mapę i planuje nasze weekendowe wyjazdy. Poza tym tańczę salsę, jeżdżę na rowerze, tworzę quizy. Nie odmówię również wina. Nie nadaje się na ornitologa, bo łatwo wybucham głośnym śmiechem. Autor www.zdalaodbiura.pl