Kolumbia: Cartagena de Indias

Ja wiem, że u was śnieg, deszcz, mróz, syf i mrok, ale nad Morzem Karaibskim grudzień oznacza zupełnie co innego: potworny upał i szczyt sezonu turystycznego. Hotele pełne, knajpy i burdele otwarte całą dobę, wszystkie prostytutki z Kolumbii zainwestowały w nowe szpilki i przyjechały przechadzać się pod murami, do cen na straganach dopisano standardowo jedno zero, a na ulicy co piętnaście minut ktoś oferuje mi kokainę, jakby to były czekoladki. Dilerzy są na tyle sprytni, że najczęściej po prostu podchodzą i pytają „Zielone czy białe?” i łatwo wywnioskować, że nie sprzedają kolorowych majtek. [czytaj dalej]

Zobacz post Kolumbia: Cartagena de Indias na blogu autora
Udostępnij

O autorze

Mam 29 lat i problemy z usiedzeniem na dupie. Skończyłam arabistykę w Hiszpanii i stosunki międzynarodowe w Austrii, po czym mieszkałam jeszcze w Maroku, w Belgii, w Austrii, w Polsce, w Indiach oraz w Egipcie. Podróżuję zasadniczo bezustannie i bez wyraźnego celu, poza takim, żeby po prostu być gdzie indziej. Właśnie jadę z Meksyku jak najdalej na południe w towarzystwie plecaka, namiotu i laptopa.