Kochanie – zabierz mnie na Zanzibar!

Żeby nie było, że zawsze to takie proste – wyjechać w upragnione miejsce, w podróż na którą ma się nawet jakiś budżet, ma się plan… rejony nie obce, zero strachu, szczepionki porobione, bo bywało się tu i tam. To historia (wiecie dobrze, że z happy endem – bo inaczej nie było by zdjęć;) ) o mocnym „chceniu” i durnym losie, który zawsze ma w kieszeniach parę solidnych dębów, co by je wrzucić pod nogi (oczywiście w idealnym momencie). O miłości też, a co –  bez niej by się nam świata przeludniać nie chciało przeca ???? I rzecz jasna o jednym z najpiękniejszych miejsc, które przywitało nas wyjątkowo ciepło i zapisało się w naszej pamięci, aż starcze choroby jej nie pożrą…
O Zanzibarze…

 

zanzibardsc_4101

Pojechał tam sam… W zasadzie to nie sam – był jednym z wielu uczestników wyjazdu firmowego (tzw. incentive). Na Zanzibarze spędził 2 albo 3 dni (odpoczynek po safari w Tanzanii). Codziennie pisał, wyjątkowo wylewnie (jak na niego), co musiało znaczyć, że mu się podoba. W jednej z wiadomości zeznawał, że wziął łódź (kiedy wszyscy jeszcze smacznie spali) i z lokalnym rybakiem popłynęli o świcie gdzieś w kawałek oceanu. Robił zdjęcia – twierdził, że nic specjalnego (skromny jak zawsze). Tymczasem ja tu na miejscu czekałam, czytałam kolejne „depesze” i przebierałam nogami…

PRZECZYTAJ DALSZĄ CZĘŚĆ HISTORII NA NASZYM BLOGU>>

Zobacz post Kochanie – zabierz mnie na Zanzibar! na blogu autora
Udostępnij

O autorze