Klasztor Sapara – Gruzja poza szlakiem

Jest wiele takich miejsc w Gruzji, do których dotrzeć jest pozornie łatwo. Droga jest prosta i „raz dwa się uwiniemy” bo to przecież tak ładnie prezentuje się na mapie. Zjeżdżając z głównej trasy człowiek spodziewa się, że już zaraz, tuż za rogiem, pojawi się oczekiwany zabytek albo przyrodnicze arcydzieło. Jedzie się i jedzie przed siebie aż dopadają wątpliwości. Czy dobrze skręciłem, czy jadę we właściwą stronę, co jeśli wysiądzie mi samochód, pęknie opona na tym odludziu? 

Prowadzę auto marząc o tym by wreszcie dotrzeć do mety i wtedy w głowie pojawia się kolejna myśl – przecież podróż jest celem samym w sobie. To chillout & medytacja, rozkoszowanie się widokami, chłonięcie Gruzji wszystkimi zmysłami. Często przypominają mi się wrażenia z pierwszej wycieczki do Dawid Garedży, we wschodniej części kraju. Z Tbilisi można dojechać tam na dwa sposoby. Jedna droga prowadzi przez słynne Udabno, gruzińskie ghost-town pośrodku nicości, a druga zaczyna się zaraz za Rustawi, rozrośniętym do rozmiarów sporego miasta osiedlem robotniczym, które pojawiło się w poprzedniej epoce, przytulone do stolicy. Tamtędy do Garedży chyba nikt nie jeździ. Jak to wygląda? Wyobraźcie sobie klimat z filmu „Wzgórza mają oczy” – bezkres półpustyni w kolorze zielono-szarym, opuszczone osiedla, bazy wojskowe, zero żywego ducha. I znowu lęk i stres. Czy dobrze skręciłem, czy jadę we właściwą stronę, co jeśli wysiądzie mi samochód, pęknie opona na tym odludziu a zamiast sympatycznych Gruzinów wyjdą mi naprzeciw krwiożercze mutanty? Z tego horroru można się rozchorować ;)

Zobacz post Klasztor Sapara – Gruzja poza szlakiem na blogu autora
Udostępnij

O autorze