Kirgistan na wysokich obrotach – witamy się z Pamirem

Z Kirgistanem mieliśmy sporą zagwostkę. Że piękny, to wiadomo. Że warto – to też. Tylko tak się składa, że nie bardzo możemy teraz sobie pozwolić na „skoki w bok”, bo i kupka z zaskórniakami wcale imponująca już nie jest, a i późna jesień w tadżyckim Pamirze bywa kapryśna, więc im szybciej wjechalibyśmy do Tadżykistanu, tym lepiej. W praktyce wygląda to tak, że wyjeżdżając z Chin do Tadżykistanu można dostać się nawet w jeden dzień, jadąc niewiele ponad sto kilometrów przez Kirgistan. Do Kirgistanu wizy nie potrzebujemy, więc można to było pyknąć szybciutko.

No ale z drugiej strony, trochę wbrew zdrowemu rozsądkowi – być w Kirgistanie tylko przez jeden dzień? Ominąć TAKIE drogi i TAKIE góry? Nie darowalibyśmy sobie tego. Więc zdecydowaliśmy się pojechać najpierw do Osh, a potem odbić nad jezioro Son Kul. Było warto. O rany, ale było warto!

Zobacz post Kirgistan na wysokich obrotach – witamy się z Pamirem na blogu autora
Udostępnij

O autorze