Kanion Szaryński

Jest płasko. Wszędzie. Gdzie okiem nie sięgnąć, rdzawa, sucha, spalona słońcem ziemia ciągnie się po horyzont. Za plecami, na jego skraju, dostrzec można majaczące w oddali ośnieżony łańcuch górski – zapewne szczyty są wysokie, ale z tej odległości wydają się tylko niewielkim wybrzuszeniem ponad bezkresną równiną. Przede mną nie ma nawet tego – tylko płaskość po linię widnokręgu. W tej scenerii kanion, nad którego brzegiem stoję, wydaje się być głęboką bruzdą, zmarszczką na skórze wiekowej Matki Ziemi. Na jego dnie, kilkadziesiąt metrów niżej, wije się turkusowoniebieska wstążka rzeki Szaryn. Wiatr, nawiewający pył znad wysuszonej równiny, wciskający go w oczy, nie pozwala zbyt długo cieszyć się tym zniewalającym krajobrazem, ale i próbuję wchłonąć jak najwięcej z tego widoku!

Na blogu Daleko niedaleko przeczytasz więcej o wycieczce nad Kanion Szaryński

Zobacz post Kanion Szaryński na blogu autora
Udostępnij

O autorze