Kampot pieprzem pachnący

W Kambodży duma z majestatycznej przeszłości królestwa Angkoru zderza się z nie do końca jeszcze wyleczoną traumą, pozostałością po reżimie Czerwonych Khmerów. To kraj kontrastów – różnice społeczne pomiędzy bogatymi (zazwyczaj mieszkającymi w miastach) i biednymi mieszkańcami wiosek są ogromne. W krwi tutejszych ludzi obok pamięci dawnego splendoru kraju płynie strach przed przyszłością. Angkor Wat widoczny jest wszędzie – na narodowej fladze, puszkach z piwem, papierosach i w nazwach hoteli. Z drugiej jednak strony, jak udało mi się dowiedzieć, farmerzy wciąż obawiają się nowości – wprowadzania nowych upraw i metod, które mogłyby pomóc im wygrzebać się z biedy.



W Kampocie Khmerzy żyją w sąsiedztwie czamskiej mniejszości etnicznej. Wioski Czamów charakteryzują strzeliste meczety i kobiety noszące hidżab. Zatrzymałam się poza miastem, w miejscu o nazwie Ganesha, gdzie wieczorem mogę oglądać gwiazdy i podglądać świetliki fruwające w ogrodzie, a w ciągu dnia docierają do mnie rozmaite dźwięki – śpiew muezinów z meczetu, buddyjskie modlitwy z pobliskiej świątyni i khmerska muzyka. Drogi dookoła domu gościnnego są pomarańczowe i pełne kurzu, na motocykl nie wsiadam zanim nie obwiążę sobie twarzy chustką, w przeciwnym wypadku podczas jazdy nie mogę oddychać.


Więcej na blogu :)

Zobacz post Kampot pieprzem pachnący na blogu autora
Udostępnij

O autorze